Instytut Tolle Lege

Teologiczne uzależnienie protestantyzmu poza Ameryką

27 grudnia 2017 | Filip Sylwestrowicz

Trudno byłoby przecenić wpływ amerykańskiego chrześcijaństwa na konserwatywny protestantyzm poza Stanami Zjednoczonymi. Rzecz jasna mówiąc o protestantyzmie poza Ameryką, dopuszczam się dużego uproszczenia. Protestantyzm ma różne oblicza w krajach bogatych i biednych, tradycyjnie ewangelickich oraz historycznie katolickich czy prawosławnych. Nie twierdzę bynajmniej, że moje specyficznie polskie doświadczenia są satysfakcjonującą podstawą do wypowiadania się na temat sytuacji w innych krajach. Chciałbym jednak zaznaczyć, że omawiany przeze mnie problem nie ogranicza się wyłącznie do Polski. Amerykański konserwatywny protestantyzm znacznie przerasta odpowiadające mu środowiska w wielu innych krajach rozmiarem, możliwościami oraz zasobami materialnymi i intelektualnymi. Z tego względu ewangelikałowie oraz konfesyjni protestanci poza Stanami często patrzą na amerykańskie chrześcijaństwo jako na wzorzec prowadzenia kościoła. Rodzi to niestety pewne problemy, które chciałbym omówić na przykładzie sytuacji w Polsce.

Kompleks niższości

Zanim jednak przejdę do meritum, chcę zaznaczyć jedną rzecz. Nie winię amerykańskiego protestantyzmu za  teologiczne uzależnienie od niego kręgów ewangelikalnych w Polsce, czy gdziekolwiek indziej. Tak naprawdę jestem głęboko wdzięczny za zaangażowanie amerykańskich chrześcijan w innych krajach. Cieszy mnie bardzo, że są oni skłonni podjąć trud działania na rzecz rozprzestrzeniania się Ewangelii oraz edukacji teologicznej w innych częściach świata. Sam w dużej mierze polegam na amerykańskim dyskursie teologicznym, a swoje studia teologiczne zdecydowałem się odbyć w Kanadzie. Problem, który poruszam, nie jest bezpośrednim skutkiem działań protestantów ze Stanów Zjednoczonych, ale raczej owocem stanu protestantyzmu w Polsce.

Martwi mnie, że dla polskich ewangelikalnych chrześcijan często właściwą „receptą” na chrześcijaństwo jest kopiowanie najnowszych trendów ze Stanów. Co ciekawe, powielamy wzorce z całego spektrum teologicznego. Można w Polsce znaleźć radykalnych charyzmatyków i zwolenników ruchu wiary, ale też obrońców sztywnego cessacjonizmu Johna MacArthura. Niektórzy pastorzy będą pod wrażeniem mega-kościołów, inni będą podkreślali znaczenie kościołów domowych dla czynienia uczniów. W to zjawisko przejmowania nowych trendów wpisuje się nawet rosnąca popularność teologii reformowanej, czemu – przyznaję od razu – sam wiele zawdzięczam. Moje obawy budzi nie tylko (nieraz bezkrytyczna) recepcja tego co dzieje się w Stanach Zjednoczonych, ale też, może nawet bardziej, ukryte założenie, iż idee pochodzące ze Stanów przez sam fakt pochodzenia stamtąd są lepsze od miejscowej myśli.

Dobrze ilustruje to fakt, że na konferencję z mówcą ze Stanów przyjdzie prawdopodobnie więcej osób, niż przyszłoby na spotkanie z miejscowym teologiem. Wydaje się, że samo pochodzenie mówcy powoduje większe zainteresowanie. Do pewnego stopnia jest to zrozumiałe – w Stanach jest znacznie więcej dobrze wykształconych konserwatywnych teologów. Polscy pastorzy pomimo najlepszych chęci, mają niewielki wybór, jeżeli chodzi o studia teologiczne w kraju, zwykle trudniej też im o dostęp do literatury – zwłaszcza tej pisanej z konserwatywnego punktu widzenia. Jednak nie każdego mówcy ze Stanów Zjednoczonych warto posłuchać i nie wszystkie materiały chrześcijańskie zasługują na tłumaczenie. Zdarza nam się tłumaczyć nie tylko akademickie podręczniki teologiczne, czy klasyczną literaturę pobożnościową, ale też proste książki o życiu chrześcijańskim, studia biblijne, a nawet ulotki i broszury ewangelizacyjne! Chciałbym, żebyśmy przekładali więcej wartościowych książek, ale też obawiam się, że w wielu wypadkach moglibyśmy lepiej wykorzystywać nasz czas i wysiłek. Dobrze by było, gdybyśmy byli w stanie przygotowywać część z tych materiałów w Polsce – uwzględniając w ten sposób specyficznie polski kontekst oraz doceniając obdarowanie jakie mają polscy pastorzy i kaznodzieje. Jestem naturalnie za tym, żeby tłumaczyć anglojęzyczne materiały – sam wszak się tym zajmuję. Powinniśmy korzystać z bogatego dorobku teologicznego konserwatywnego protestantyzmu w Stanach Zjednoczonych, sądzę jednak, że jak w każdej innej dziedzinie potrzebna jest tu rozwaga. Bardzo cieszy mnie też, kiedy widzę jak polscy pastorzy wykorzystują swoją mądrość i talenty.

Czasy się zmieniają

Pewne aspekty fascynacji amerykańskim chrześcijaństwem są związane z szerokim dostępem do różnego rodzaju treści stworzonym przez internet. Niewątpliwie wiele idei oraz tendencji nie dotarłoby do nas tak szybko 30 lat temu. Nie sądzę jednak, żeby teologiczne uzależnienie kręgów ewangelikalnych oraz konserwatywnych protestantów w Polsce było zjawiskiem nowym. Na pewno duży wpływ na nas miała działalność amerykańskich organizacji misyjnych w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Podówczas dysproporcja pomiędzy dostępem do zasobów oraz przygotowaniem teologicznym amerykańskich misjonarzy oraz polskich przywódców ewangelikalnych była o wiele bardziej widoczna. Dziś, rzecz jasna, sytuacja wygląda inaczej. Coraz częściej mamy możliwość studiować teologię za granicą, dużo łatwiej jest nam też sprowadzać do Polski obcojęzyczną literaturę teologiczną. Chociaż internet i globalizacja przyśpieszają recepcję amerykańskich idei, to jednocześnie te same zjawiska oraz wzrost zamożności Polaków przyczyniają się do zwiększenia szans na rozwój autentycznie polskiej refleksji teologicznej.

Spójrzmy jednak prawdzie w oczy – konserwatywny protestantyzm w Polsce długo jeszcze będzie musiał opierać się na żywotności zagranicznego, a zwłaszcza amerykańskiego. Nasza wspólnota protestancka jest w ogóle mała, a ewangelikałowie oraz konfesyjni protestanci stanowią jej niewielką część. Już zresztą za czasów reformacji polscy teologowie protestanccy więcej mogli zdziałać za granicą niż w kraju – Jan Łaski pracował dla Pana w Anglii, a Jan Makowski nauczał na Uniwersytecie w Franeker.

Poszukując rozwiązania?

Nie twierdzę, rzecz jasna, że jestem w stanie zaproponować cudowne rozwiązanie problemu teologicznego uzależnienia polskiego (i nie tylko) konserwatywnego protestantyzmu od amerykańskiego. Nie sądzę też, że powinniśmy unikać korzystania z amerykańskich zasobów intelektualnych – tamtejszy dyskurs teologiczny ma nam zbyt wiele do zaoferowania, żeby z tego zrezygnować! Nie martwi mnie to, że tłumaczymy anglojęzyczne książki – ale martwi mnie, kiedy przedkładamy jedne teksty oraz wykłady ponad inne tylko ze względu na to, iż pochodzą ze Stanów Zjednoczonych.

Nie mogąc zaoferować żadnego holistycznego rozwiązania dla tych bolączek, chciałbym jednak zwrócić uwagę na to, co możemy zrobić. Z polskiej strony, możemy być bardziej krytyczni w wyborze tego, co tłumaczymy. Możemy starać się poświęcać czas i zasoby na przełożenie tego, co jest nam naprawdę potrzebne i jednocześnie starać się doceniać to, co możemy stworzyć u siebie. Powinniśmy uczyć się doceniać naszych polskich teologów i pastorów, tym bardziej, że ich możliwości zdobywania odpowiedniego wykształcenia wciąż wzrastają. Ze strony amerykańskiej, jak sądzę, mądrą strategią byłoby przedkładanie wspierania lokalnych inicjatyw i przygotowywania miejscowych przywódców, ponad wyręczanie lokalnych kościołów w prowadzeniu działania u podstaw.


Filip Sylwestrowicz – redaktor blogu Tolle Lege, student teologii w Canadian Reformed Theological Seminary oraz absolwent hebraistyki w ramach MISH na Uniwersytecie Warszawskim.