Instytut Tolle Lege

Reformowani, kalwiniści, kalwini, czyli jeszcze o słowach

1 stycznia 2019 | Filip Sylwestrowicz

Wytrwali czytelnicy tego blogu pewnie doszli już do wniosku, że niejednoznaczność pojęć religijnych jest moją obsesją. Na samym początku pisałem o problemach z definiowaniem takich terminów jak „ewangelicyzm”, „ewangelikalizm” oraz „ewangeliczne chrześcijaństwo”. 1 Trochę później zastanawiałem się nad tym, jak różnie używamy słowa „liberalizm” w kontekście teologii. 2 Wreszcie w czerwcu ubiegłego roku narzekałem na to, że „fundamentalizm” stał się w języku religijnym deprecjonującą, ale mało użyteczną poznawczo łatką. 3 Aż dziwne więc, że jeszcze nie wziąłem na warsztat słów „reformowani”, „kalwiniści” oraz „kalwini”. Ostatnimi czasy, przynajmniej w środowisku ewangelikalnym, stały się one dość modne. Popularność niekoniecznie idzie jednak w parze z klarownością znaczenia tych pojęć. Chciałbym w tym wpisie podzielić się kilkoma myślami na temat tego, co mają na myśli różni ludzie, którzy posługują się tymi słowami.

Reformowany nurt chrześcijaństwa 

Reformacja miała dwa główne nurty. Pierwszym był luteranizm, który od swojego pierwszego wyznania wiary nazywany jest ewangelicyzmem augsburskim. Drugim był nurt reformowany, który powstał w Szwajcarii, a potem zaczął rozszerzać się na Francję, Holandię, Polskę oraz Szkocję. Luteran oraz reformowanych łączyło podobne rozumienie ewangelii oraz przekonanie, że Pismo Święte jest najwyższą i nieomylną regułą wiary. Jednak różnili się w interpretacji części doktryn. Luteranie wierzyli w fizyczną obecność Chrystusa w komunii, reformowani negowali ją na rzecz symbolicznej lub duchowej. Reformowani podjęli też bardziej dogłębne reformy liturgii oraz przyjęli inne formy zarządzania kościołem.

Podstawowym znaczeniem pojęcia „reformowane chrześcijaństwo” są więc wyznania protestanckie, które odwołują się do szwajcarskiego nurtu reformacji. Jego wyznawcy nosili różne inne nazwy; we Francji nazywano ich hugenotami, w Polsce ewangelikami wyznania helweckiego. Dziś bardzo popularny jest termin „kalwini” oraz „kalwinizm” jako nazwa całego wyznania. Sam zdecydowanie wolę jednak mówić o „reformowanych” oraz „ewangelicyzmie reformowanym” z dwóch powodów. Po pierwsze Kalwin był jedynie jednym z wielu reformatorów w tym nurcie. Równie dobrze można by wywodzić nazwę „kalwinizmu” od Ulryka Zwingliego, Henryka Bullingera lub Marcina Bucera. Pisma Kalwina nie przyjęły się jako księgi wyznaniowe chyba w żadnym z kościołów reformowanych na świecie i chociaż niewątpliwie miał duży wpływ na teologię reformowaną, to nie taki, żeby ją określać jego imieniem. Po drugie ani sam Kalwin, ani dzisiejsi reformowani chrześcijanie nie chcieliby być utożsamiani z konkretnym nauczycielem. Każdy teolog i pastor jest jedynie sługą Jezusa Chrystusa i wydaje się głęboko niestosowne, żeby identyfikować się czyimś innym imieniem, niż imieniem naszego Pana. 

Definicja: szeroka czy wąska? 

Pierwsza niejednoznaczność pojawia się jednak, kiedy próbujemy określić zakres nurtu reformowanego. Bezpośrednimi spadkobiercami idei reformacji szwajcarskiej są dwa wyznania: kontynentalny ewangelicyzm-reformowany oraz szkocki prezbiterianizm. Jednak reformatorzy religijni w Anglii (np. Thomas Cranmer i Richard Hooker) byli pod silnym wpływem teologii reformowanej. Anglikańskie 39 artykułów religii ma wyraźnie reformowany rys, a delegacja Kościoła anglikańskiego była obecna na reformowanym Synodzie w Dordrechcie. Purytanie byli anglikanami, którzy chcieli w bardziej konsekwentny sposób zreformować Kościół anglikański według pryncypiów kalwińskich. Konfesja Westminsterka – najważniejszy dokument prezbiterianizmu – została napisana przez zgromadzenie zebrane przez angielski parlament. Czy zatem anglikanizm należy do nurtu reformowanego? Za przemawiają powyższe rzeczy, ale trzeba też pamiętać, że Kościół anglikański powstał w wyniku różnych wpływów. Zachował w swojej praktyce i liturgii wiele rzeczy, które kościoły reformowane odrzuciły. Dziś niektórzy anglikanie mają silnie reformowaną tożsamość (np. J. I. Packer, Lee Gatiss), ale większość anglikanów i episkopalian z pewnością stanowczo odżegnałoby się od kalwinistycznych korzeni.

Pytanie budzą też związki niektórych baptystów z teologią reformowaną. Nurt baptystyczny ma swoje korzenie wśród XVII wiecznych separatystów, którzy oddzielili się od Kościoła anglikańskiego. Chociaż część baptystów przyjęła arminiańską soteriologię, to począwszy od XVII wieku istnieje też nurt baptystów partykularnych (nazywanych też reformowanymi), którzy na wiele sposobów czerpią z reformowanej tradycji teologicznej. Ich Londyńskie wyznanie wiary (1689 r.) jest oparte na prezbiteriańskim Westminsterskim wyznaniu wiary oraz kongregacjonalnej Deklaracji z Savoy. Z jednej strony baptystów partykularnych różni od ewangelików reformowanych i prezbiterian rozumienie sakramentów oraz ustrój kościoła, ale z drugiej strony łączy wiele innych doktryn.

Od pewnego czasu słowo „reformowani” jest jednak używane jeszcze szerzej. Posługuje się nim dziś wielu ewangelikalnych chrześcijan, którzy nie należą do kościołów przyjmujących któreś z reformowanych wyznań wiary, ale którzy w mniejszym lub większym stopniu identyfikują się z reformowaną teologią. Po części zapewne wynika to z popularności kilku amerykańskich kaznodziejów, którzy upowszechnili w głównym nurcie ewangelikalizmu pewne reformowane doktryny. Czasem deklaracja bycia reformowanym wiąże się z głębszym zainteresowaniem teologią tegu nurtu – przymierzowym rozumieniem historii zbawienia, amilenijną lub postmilenijną eschatologią oraz kalwińskim rozumieniem sakramentów. Jednak często deklaracja bycia „reformowanym” lub „kalwinistą” sprowadza się do przyjmowania podwójnej predestynacji (często pod postacią znanego akronimu TULIP). Ilustrować to może fakt, że czasem spotykam się z podawaniem Johna MacArthura jako przykładu reformowanego kaznodziei. Niewątpliwie MacArthur czerpie inspiracje z nurtu reformowanego, ale warto też zauważyć, że jego teologia pod wieloma względami jest bliższa dyspensacjonalnej niż reformowanej. 

Powyższy przegląd pokazuje, że słowo „reformowani” bywa używane w mniej lub bardziej inkluzywny sposób. Czasem odnosi się tylko do wyznań bezpośrednio odwołujących się do reformacji szwajcarskiej (ewangelików-reformowanych i prezbiterian), czasem do chrześcijan takich wyznań jak anglikanizm, kongregacjonalizm czy baptyzm partykularny, a czasem szeroko do ewangelikałów, którzy w jakimś stopniu inspirują się teologią wywodzącą się z tego nurtu reformacji. Nie jest moim celem wartościowanie tych użyć, ale chciałbym zwrócić uwagę, że warto być świadomym, co konkretnie my i nasi rozmówcy mamy na myśli, kiedy mówimy o „reformowanych” lub „kalwinistach”.

Definicja: historyczna czy konfesyjna? 

Poza pytaniem o zakres „reformowanego chrześcijaństwa”, sporo wątpliwości może też budzić sposób jego definiowania. W ciągu 500 lat od reformacji wiele kościołów bezpośrednio się z niej wywodzących przeszło długą drogę ewolucji. Często poglądy dominujące dziś w kościołach noszących nazwę „reformowanych” są bardzo odległe od tych, które miał Kalwin, Bullinger lub Ursyn. Z drugiej strony niekiedy kościoły powstałe w ostatnich dekadach mogą głosić nauki bardziej zbliżone do zapisanych w konfesjach reformowanych, aniżeli historyczne kościoły reformowane. 

Z perspektywy historycznej niewątpliwie teologiem reformowanym był na przykład Karl Barth. Nie tylko był pastorem w historycznym szwajcarskim kościele reformowanym, ale też odwoływał się do reformowanej tradycji teologicznej i dobrze ją znał. Jeżeli jednak myślimy o teologii reformowanej jako o pewnym rozumieniu wiary chrześcijańskiej, które zostało wyrażone w konfesjach XVI i XVII wieku, to Barth pod wieloma względami od niego odbiega – m. in. kwestionując chrzest niemowląt oraz przedefiniowując predestynację. Podobnie można się zastanawiać, czy Jakub Arminiusz był reformowany? Dziś często to właśnie odrzucenie jego rozumienia predestynacji bywa traktowane jako wyznacznik bycia „kalwinistą”, ale w sensie historycznym Arminiusz był pod wieloma względami teologiem reformowanym. Był ordynowanym pastorem kościoła reformowanego i uważał, że jego teologia jest zgodna z jego ówczesnymi wyznaniami wiary (Konfesją belgijską oraz Katechizmem heidelberskim). 

Myślę, że musimy słowa „reformowany” używać w obydwu sensach w zależności od okoliczności. Czasem potrzebujemy powiedzieć, że jakiś teolog należy do szeroko rozumianej tradycji reformowanej (posługuje się wypracowanymi w niej pojęciami i odwołuje się do tekstów z nią związanych), nawet jeżeli jego poglądy daleko odbiegają od przekonań Kalwina i Zwingliego. Ale powinniśmy też pamiętać, że reformowane rozumienie chrześcijaństwa w istotny sposób definiują reformacyjne dokumenty konfesyjne. 

Jak już wcześniej wspomniałem, nie usiłuję w tym wpisie forsować jakiegoś konkretnego sposobu używania takich pojęć, jak „reformowane chrześcijaństwo” i „kalwinizm”. Jednak warto pamiętać, że są one używane bardzo różnie. Jako „reformowany chrześcijanin” może przedstawić się członek Kościoła prezbiteriańskiego w USA (Presbyterian Church USA), który nie wierzy w osobiste wybranie do zbawienia, ani nawet w cuda Jezusa. Tego samego określenia może jednak też użyć członek konserwatywnego kościoła prezbiteriańskiego, który wierzy zgodnie z tym, co jest napisane w Westminsterskim wyznaniu wiary oraz dyspensacjonalny baptysta, który wszakże przyjmuje predestynację i ograniczone odkupienie. Każdy z nich będzie miał oczywiście coś innego na myśli i odwoływał się do innego rozumienia tego pojęcia.  


Filip Sylwestrowicz – redaktor blogu Tolle Lege, student teologii w Canadian Reformed Theological Seminary oraz absolwent hebraistyki w ramach MISH na Uniwersytecie Warszawskim.