Instytut Tolle Lege

Ksiądz-uczony

26 października 2018 | Philip Ryken

Według Jana Kalwina nie było w Kościele wielu spraw pilniejszych niż reforma duszpasterstwa. Księża od stuleci wykazywali szokującą nieznajomość Pisma Świętego, co dyskwalifikowało ich do głoszenia Ewangelii. Jak powiedział Kalwin w debacie z pewnym kardynałem katolickim (niby występując w obronie protestantyzmu przed Bogiem): „Ci, których uważano za przywódców w wierze, ani nie rozumieli Twego słowa, ani specjalnie się nim nie interesowali. Przez swoje dziwaczne nauki miotali nieszczęśliwymi ludźmi wte i wewte i mamili ich niestworzonymi głupstwami.”

Kalwin postanowił być inny, a więc przyczynić się jak najbardziej do upowszechnienia ideału uczonego duszpasterza: księdza o bogatej wiedzy biblijnej umiejętnie wykładającego nauki Pisma Świętego ludowi.

Ten nowy nacisk na uczoność był zgodny z naturalnymi upodobaniami Kalwina: wszak zanim poświęcił swoje życie Chrystusowi i został księdzem, ukończył studia prawnicze. Nauka była jego powołaniem. W oparciu o swoją interpretację Ef 4,11 Kalwin wprowadził ścisłe rozróżnienie między „pasterzami” (prowadzącymi posługę duszpasterską w określonym miejscu) a „nauczycielami” (którzy mieli służyć szerzej pojętemu Kościołowi interpretując Słowo Boże, broniąc prawdziwej nauki i przygotowując innych do posługi, podobnie jak dzisiejsi profesorowie seminaryjni). Ponieważ jednak Kalwin pełnił obie te funkcje, stał się przykładem uczonego duszpasterza, odtąd powszechnie naśladowanym przez kościoły reformacyjne.

Kalwin miał bardzo wysokie mniemanie o duszpasterstwie. Księża są „Bożymi rękami”, mawiał, realizującymi Jego dzieło zbawienia i uświęcenia na świecie. Kiedy kościół ma „dobrych i wiernych nauczycieli oraz inne osoby trudzące się, by pokazać nam drogę zbawienia, jest to znak, że nasz Pan Jezus Chrystus nie opuścił nas, nie zapomniał o nas, ale jest z nami obecny i troszczy się o nasze zbawienie”.

Bóg widać nie zapomniał o wiernych genewskich, bo tamtejszy kościół cieszył się kazaniami Kalwina przez niemal trzydzieści lat. Reformator był ciężko obłożony pracą. Głosił kazania niemal codziennie, a w niedziele dwukrotnie: w sumie około czterech tysięcy, starannie spisanych i zgromadzonych w czterdziestu ośmiu tomach. Poza pełnioną służbą kaznodziejską Kalwin był płodnym pisarzem: spod jego pióra wyszło wiele listów, rozpraw o reformie kościoła, traktatów teologicznych, komentarzy do prawie wszystkich ksiąg biblijnych i oczywiście sławne Institutio.

Czy to pisząc, czy przemawiając, Kalwin stawiał sobie za cel wiernie uczyć Słowa Bożego, tak by Duch Święty mógł przy użyciu jego słów przywieść ludzi do zbawczej wiary w Jezusa Chrystusa i pomóc im wzrastać w pobożności. Wiedział, że prawdziwą pracę duszpasterską wykonuje tylko sam Bóg. Kazanie nic nie zdziała, „o ile Duch Święty nie dotknie wewnętrznie serc ludzkich”. Ale wierzył zarazem, że jego próby nauczania Biblii także stanowią dzieło Ducha Świętego: „[Głoszenie Słowa] odnosi najsilniejsze skutki przez wewnętrzne działanie [Ducha]”.

Aby posługa księdza odniosła takie skutki, musi wiernie interpretować i stosować słowa Pisma Świętego. To zaś wymaga pilnych badań. Choć kazania Kalwina nie były adresowane do uczonej publiczności, przygotowywał je z wielką uczonością. Kolejne niedzielne homilie reformatora omawiały kawałek po kawałku wybraną księgę Nowego Testamentu bądź Psalmy, a w tygodniu wyjaśniał księgi Starego Testamentu. W obu przypadkach czerpał bezpośrednio z Biblii w językach oryginalnych.

Mimo, że kazania Kalwina trwały na ogół nieco ponad godzinę, mówił z głowy, bez skryptu czy notatek. Nie przemawiał jednak bez przygotowania, bo jego wypowiedzi były owocem starannej samodzielnej egzegezy tekstu biblijnego, a także obszernej lektury Ojców Kościoła i innych komentarzy. Powiedział raz do swojej parafii: „Gdybym wszedł na ambonę nie rzuciwszy nawet okiem na książkę, mówiąc beztrosko do siebie: «A niech tam, Bóg wskaże mi, co mam powiedzieć», gdybym przyszedł tu bez uprzedniej lektury ani przemyślenia treści mojej mowy, ani zastanowienia nad właściwym zastosowaniem Pisma Świętego ku zbudowaniu ludu — byłbym wówczas zarozumiałym nowicjuszem.”

Nie trzeba mówić, że Kalwin nie był zarozumiałym nowicjuszem, ale pokornym i wnikliwym wykładowcą Słowa Bożego. Skoro wiara jest mocnym i pewnym poznaniem łaski zawartej w Ewangelii, a poznanie owo przychodzi przez głoszenie Słowa Bożego, to każdy ksiądz powinien być pilnym badaczem Słowa Bożego. „Nauczanie księdza,” powiedział raz Kalwin, „powinno być oceniane wyłącznie ze względu na to, czy potrafi wykazać, że treść jego słów pochodzi od Boga”.

Kalwin pozostaje pożytecznym przykładem uczonego duszpasterza. Jego życie powinno być dla pastorów zachętą do pilnej pracy, do prób jak najlepszego zrozumienia Pisma Świętego. Wierni zaś mogą na przykładzie Kalwina lepiej zrozumieć naturę powołania swoich księży. Kiedy poświęcają swój czas na przygotowanie homilii, służą nie samym sobie, a Chrystusowi.

Oczywiście wezwanie do uważnego badania Słowa Bożego dotyczy nas wszystkich, na każdym etapie życia. Dajmy Kalwinowi ostatnie słowo: „Nie jest Bożą wolą uczyć nas Ewangelii tylko przez dwa lub trzy lata: chce byśmy uczyli się do końca; choćbyśmy nawet żyli sto albo więcej lat na tym świecie, musimy pozostać badaczami, wiedząc, że nie osiągnęliśmy doskonałości, że potrzebujemy sięgnąć jeszcze wyżej.”


Ks. dr Philip Graham Ryken – jest rektorem Wheaton College oraz pastorem w Presbyterian Church in America.

Artykuł ukazał się na stronie Ligonier Ministries ( https://www.ligonier.org/learn/articles/pastor-scholar/ ). Publikujemy za pozwoleniem wydawcy. Tłumaczył Maciej Godek.