Instytut Tolle Lege

W tym co najważniejsze jedność, w pozostałych sprawach wolność, we wszystkim życzliwość

18 kwietnia 2018 | Mark Ross

Wybitny dziewiętnastowieczny historyk kościoła Philip Schaff nazwał tytułowe powiedzenie „sloganem chrześcijańskich rozjemców”. 1 Chociaż często przypisuje się to powiedzenie wielkim myślicielom takim jak Augustyn, w rzeczywistości pochodzi od mało znanego niemieckiego teologa luterańskiego z pierwszej połowy siedemnastego wieku – Rupertusa Meldeniusa. Fraza ta pojawia się w traktacie na temat jedności chrześcijańskiej napisanym (ok. 1627 roku) podczas Wojny trzydziestoletniej (1618-1648) – krwawego okresu w historii Europy, podczas którego konflikty na tle religijnym odegrały znaczącą rolę. Powiedzenie to zostało ciepło odebrane przez późniejszych pisarzy takich jak Richard Baxter i zostało przyjęte za motto przez Moravian Church in North America 2 oraz Evangelical Presbyterian Church. 3 Czy może ono być mottem dla każdego współczesnego kościoła i denominacji?

Jedność

Wszyscy ludzie zjednoczeni przez wiarę w Chrystusa tworzą razem kościół – ciało Chrystusa. Nazywamy to wspólnotą świętych. Ma ona zagadkowy charakter i żeby ją właściwie zrozumieć, musimy dostrzec jej „już” zrealizowany aspekt oraz ten, którego „jeszcze” nie ma. 4 Ponieważ jedność pomiędzy chrześcijanami jest stwarzana na mocy tego, że Chrystus chrzci nas przez jednego Ducha w Swoje ciało – kościół (1 Kor 12,12-13), jest ona rzeczywistością już teraz, fait accompli. Jednak nie zawsze przejawia się ona w widzialny sposób. Pomiędzy chrześcijanami pojawiają się często szpetne podziały, tak jak w kościele w Koryncie (1 Kor 1,10-17). Brak jedności był tam widoczny w sferze publicznej, kiedy członkowie tego kościoła sądzili się ze sobą nawzajem przed niewierzącymi sędziami (1 Kor 6,1-8). Nawet Wieczerza Pańska nie była dla nich wystarczająca, by zgromadzić się w jedności i miłości (1 Kor 11,17-34). Pełne uzewnętrznienie się naszej wspólnoty, która już została nam dana w Chrystusie, stanowi część „jeszcze nie” zrealizowanego udoskonalenia naszej wiary i będzie miało miejsce przy naszym uwielbieniu. Nasz Pan modlił się z głębokim pragnieniem o naszą jedność, zdając sobie sprawę, że od niej zależy nasze błogosławieństwo oraz wiarygodność świadectwa kościoła o Chrystusie (J 17,20-23).

Wolność

Napięcia wynikające z różnic w wierzeniach i praktykach pomiędzy chrześcijanami pojawiają się już na kartach Nowego Testamentu i są obecne po dziś dzień. W kościele w Rzymie najwyraźniej była żywa frakcja wegetariańska: „jeden wierzy, że może jeść wszystko, słaby zaś jarzynę jada” (Rz 14,2 BW). Chrześcijanie różnili się też co do tego, czy należy świętować pewne dni (Rz 14,5). Jak mamy sobie radzić z takimi różnicami? Paweł odpowiada: „A słabego w wierze przyjmujcie, nie wdając się w ocenę jego poglądów” (Rz 14,1 BW). Mamy przyjąć takiego brata, jak mówi Paweł, i to nie po to, żeby kłócić się z nim na temat jego poglądów. Pomimo słabości jego wiary, musimy go darzyć miłością.

Ta miłość wymaga, żebyśmy dawali każdemu wolność do postępowania zgodnie z własnym sumieniem w kwestii tego, co nakazał Chrystus (Rz 14,5). Ale jak daleko sięga ta wolność? Najwyraźniej wystarczająco daleko, żeby objąć wegetarian oraz osoby przekonane, że chrześcijanie powinni obchodzić żydowskie święta. Ale czy powinna ona też skłonić baptystów do przyjęcia do zboru kogoś przekonanego do chrztu niemowląt lub kościoły chrzczące niemowlęta do przyjęcia osób o baptystycznych przekonaniach? Czy wierzący, którzy wyznają substancjalną obecność Chrystusa w Wieczerzy Pańskiej, powinni przyjąć do Stołu także tych, którzy sądzą, że realna obecność Chrystusa w Wieczerzy ma charakter duchowy? Po dwóch tysiącach lat historii kościoła chrześcijanie wciąż dzielą się w kwestii najważniejszych doktryn, nawet co do dwóch znaków jedności w Chrystusie – chrztu i Wieczerzy Pańskiej. W jaki sposób zatem możemy być jednością w Chrystusie i pokazywać wspólnotę świętych? Wydawałoby się, że albo musimy zignorować różnice doktrynalne i traktować je jako pozbawione znaczenia, albo też pozostać trwale podzieleni aż do powrotu Chrystusa. Czy jest jakaś doskonalsza droga (1 Kor 12,31)?

Życzliwość

Miłość do Chrystusa musi zawierać w sobie miłość do Jego prawdy, zatem nie możemy nigdy traktować jako pozbawionego znaczenia czegoś, co nam nakazał. Tylko ci, którzy trwają w słowach Jezusa są naprawdę Jego uczniami (J 8,31) i powinni być nauczani, żeby przestrzegali wszystkiego, co On nakazał (Mt 28,19-20). Nie możemy więc uciec się do minimalizmu doktrynalnego. Nie wolno nam zredukować liczby doktryn, które muszą być przyjęte i nauczane do tego, co wszyscy uważają za ważne i zignorować resztę. Wszelkie ruchy w tę stronę zdają się zatracać umiar i ostatecznie nie pozostaje w nich nic wyraźnie chrześcijańskiego.

Nie możemy jednak również zamknąć się w małej grupce zgadzającej się zupełnie co do doktryny i praktyki i oddzieliwszy się od wszystkich innych, nie uznawać za chrześcijan tych, którzy nie podzielają wszystkich wyróżniających nas przekonań. Mnożenie się grupek, które są dumne ze swojej czystości, ale gardzą wszystkimi, którzy nie spełniają ich standardów, w żaden sposób nie wyraża prawdy o „jednym, świętym, powszechnym i apostolskim kościele”, za który umarł Chrystus. Miłość, którą musimy darzyć wszystkich uczniów Chrystusa, nie znajduje wyrazu na tej ścieżce. Gdzie zatem znajdziemy doskonalszą drogę?

Jak zauważyliśmy powyżej, mamy jedność dzięki Duchowi Chrystusa, który chrzci nas w ciało Chrystusa – kościół (1 Kor 12,12-13). Powinniśmy zatem wyrażać ją poprzez jedność w prawdzie, „gdyż prawda jest w Jezusie” (Ef 4,21 BW). Ostatecznie będzie się to odnosiło do wszelkiej prawdy, która jest w Jezusie, ale nasza jedność z Jezusem nie odwleka się aż do momentu, kiedy zostanie osiągnięta doskonałość. Zbawienie przychodzi do nas przez wiarę w Chrystusa, zatem musi istnieć rdzeń prawdy należącej do nas przez wiarę, wystarczający, aby zjednoczyć nas z Chrystusem, nawet jeżeli niepełny pod pewnymi względami. Dokładne zdefiniowanie tego rdzenia może się okazać równie trudne, jak wierne stosowanie w życiu całej prawdy. Jednak z pewnością będzie on zawierał to, że Bóg – stwórca nieba i ziemi, przeciw któremu wszyscy zgrzeszyliśmy – w Chrystusie pojednał ze Sobą wszystkich, którzy w Niego wierzą, nie policzy im ich grzechów, ale przebaczy je na mocy przebłagania, które znajdujemy w bezgrzesznym życiu i przebłagalnej śmierci Chrystusa i które przyjmujemy tylko przez wiarę. Ten Bóg wzywa nas do posłuszeństwa Chrystusowi jako Panu, na mocy autorytetu Jego Słowa zawartego w Piśmie Świętym. Tam gdzie Chrystus jest prawdziwie zwiastowany, tam jest ewangelia, a tam, gdzie prawdziwie wierzy się ewangelii, jest kościół.

Jednak, jak zauważyliśmy, kościół zjednoczony z Jezusem jest bardzo różnorodny. Różnice pomiędzy chrześcijanami są spowodowane brakiem pełnego upodobnienia do Chrystusa. Postanowił On uświęcać nas stopniowo na tym świecie. Ponieważ postęp naszego uświęcenia różni się zarówno co do doktryny, jak i praktyki, ludzie zjednoczeni z Chrystusem będą zawsze potrzebowali na tym świecie miłości do siebie nawzajem podczas radzenia sobie z tymi różnicami. Czasem będzie konieczne tworzenie różnych kościołów i denominacji, aby zachować czyste sumienie przed Bogiem. Ale takie podziały nie powinny zaprzepaścić naszej jedności, tak długo jak nie pozwolimy im na pokonanie naszej miłości oraz będziemy przyjmować się nawzajem w Chrystusie. Niektóre podziały są nawet praktyczną koniecznością, bo przecież nie wszyscy chrześcijanie na świecie mogą spotkać się razem w tym samym miejscu i czasie.

Liczne i odmienne zgromadzenia chrześcijan rozproszone po świecie mogą w rzeczywistości służyć Bożym celom, poprzez rozprzestrzenianie między zgubionymi ludźmi światła Chrystusa. Liczne grupy mogą też nam służyć, zachęcając nas do wierności temu, czego – jak wierzymy – nauczył nas Chrystus i jednocząc nas z tymi, z którymi możemy mieć najpełniejszą współpracę. Jednak jeżeli pozwolimy tym podziałom, żeby stały się wyłomami w naszej miłości i okazją do pychy oraz rywalizacji, to zawiedliśmy w naszym powołaniu i nasze świadectwo dla Chrystusa zostało zmącone.

Slogan Rupertusa Meldeniusa jest uderzająco wyważony. Wzywa do jedności w tym co najważniejsze, w rdzeniu prawdy, która jednoczy nas z Chrystusem. W pozostałych rzeczach (niepozbawionych znaczenia, ale nie niezbędnych do jedności z Chrystusem), wzywa do wolności, tak aby wszyscy mogli podążać za swoim sumieniem pod władzą Słowa i Ducha. Jednak we wszystkim musi być zachowana miłość 5, „która jest spójnią doskonałości” (Kol 3,14 BW).

A Bóg, który jest źródłem cierpliwości i pociechy, niech da wam ducha jedności, kiedy podążacie za Chrystusem, abyście w jedności serca i ust wielbili Boga i Ojca Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Przeto przyjmujcie jedni drugich, jak i Chrystus przyjął nas, ku chwale Boga (Rz 15,5-7 6).

__________

Ks. dr Mark Ross – jest profesorem teologii systematycznej w Erskine Theological Seminary oraz pastorem w Associate Reformed Presbyterian Church. Artykuł ukazał się w magazynie Tabletalk oraz na stronie Ligonier Ministries (https://www.ligonier.org/learn/articles/essentials-unity-non-essentials-liberty-all-things/). Publikujemy za zgodą wydawcy. Tłumaczył Filip Sylwestrowicz.

 

  1. Philip Schaff, History of the Christian Church, t. 7, s. 650.
  2. Amerykański kościół w tradycji braci morawskich – przyp. tłum.
  3. Amerykański kościół prezbiteriański o umiarkowanie konserwatywnej orientacji teologicznej – przyp. tłum.
  4. Rozróżniając to, co „już” jest i czego „jeszcze nie” ma, autor odwołuje się do stosowanego w teologii podziału na dokonany i niedokonany aspekt królestwa Bożego, który często wyrażany jest terminami „już i jeszcze nie” – przyp. tłum.
  5. W angielskim tekście autor zwraca tu uwagę na nieprzetłumaczalną na polski grę słów – ang. charity (pol. życzliwość) pochodzi od łac. caritas, które oznacza m. in. miłość – przyp. tłum.
  6. Parafraza oparta o tekst Biblii Warszawskiej, w oryginale autor parafrazuje przekład New International Version – przyp. tłum.