Instytut Tolle Lege

Teologia reformowana vs hiper-kalwinizm

11 czerwca 2018 | Michael Horton

W dzisiejszych czasach zanim zwykły chrześcijanin nauczy się czym naprawdę jest teologia reformowana (tj. kalwinizm), na ogół musi się najpierw nauczyć czym ona nie jest. Jej krytycy często definiują ją nie na podstawie tego, czego w rzeczywistości uczy, ale na podstawie tego, co uważają za jej naturalne logiczne konsekwencje. Co gorsza niektórzy hiper-kalwiniści postępują podobnie. W obu przypadkach „kalwinizm” jest definiowany przez skrajne stanowiska, które on tak naprawdę odrzuca jako niebiblijne. Na oskarżenia kierowane przeciw teologii reformowanej – które słusznie można skierować przeciw hiper-kalwinizmowi – udzielono definitywnej odpowiedzi na międzynarodowym Synodzie w Dort (1618-1619) oraz w Konfesji i Katechizmach westminsterskich. 

Czy Bóg jest autorem grzechu?

Bóg Izraela jest doskonały, „gdyż wszystkie drogi jego są prawe, jest Bogiem wiernym, bez fałszu, sprawiedliwy On i prawy” (Pwt 32,4 BW). Jakub wydaje się myśleć o konkretnych osobach, kiedy ostrzega: „niechaj nikt, gdy wystawiony jest na pokusę, nie mówi: przez Boga jestem kuszony; Bóg bowiem nie jest podatny na pokusy ani sam nikogo nie kusi” (Jk 1,13 BW). Grzech oraz zło mają swoje źródło nie w Bogu lub stworzeniu, ale w osobowej woli i działaniach stworzonych istot.

Pismo stawia dwie bariery: z jednej strony Bóg „sprawuje wszystko według zamysłu woli swojej” (Ef 1,11 BW), z drugiej strony Bóg nie czyni – w istocie nie może uczynić – żadnego zła. Możemy zobaczyć obydwie te bariery na raz w kilku fragmentach z Biblii, w szczególności w Rodzaju 42 oraz Dziejach Apostolskich 2. W pierwszym z nich Józef dostrzega, że chociaż intencje jego braci, którzy sprzedali go do niewoli, były złe, Bóg zamierzył to ku dobremu, tak aby wielu ludzi mogło zostać uratowanych podczas głodu (ww. 4-8). Natomiast w Dziejach Apostolskich 2,23 czytamy jednocześnie, że „bezbożni” są winni ukrzyżowania, a jednak Jezus „według powziętego z góry Bożego postanowienia i planu został wydany . . . „. Wyzwaniem jest uznawanie tego, czego naucza Pismo Święte i uniknięcie ryzyka pójścia za daleko. Wiemy z Biblii, że obydwie rzeczy są prawdziwe, ale nie wiemy w jaki sposób. Prawdopodobnie najbardziej zwięźle wyraża to Konfesja westminsterska (3.1): „Bóg od wieczności w sposób wolny i niezmienny zarządził przez najmądrzejsze i najbardziej święte postanowienie swojej woli  wszystko, co tylko ma się wydarzyć;” – to jedna z barier – „jednak tak, że ani Bóg nie jest autorem grzechu, ani wola stworzeń nie jest ograniczona, ani też wolność lub możliwość działania przyczyn drugiego rzędu nie jest odebrana, ale raczej ustanowiona” – to jest druga bariera. Podobne stwierdzenie jest zawarte w Konfesji belgijskiej (artykuł 13), która dodaje, iż cokolwiek Bóg pozostawił swojemu sekretnemu osądowi, tego nie powinniśmy już starać się bardziej zbadać.    

Czy ewangelia jest dla każdego?

Skoro mówimy, że z jednej strony Bóg już zdecydował kto będzie zbawiony, a z drugiej strony nalegamy, iż dobra nowina ewangelii powinna szczerze i bez ograniczeń być głoszona każdemu człowiekowi, to czy nie jest to rodzaj fałszywej reklamy?   

Jednak czy Chrystus nie umarł tylko za wybranych? Kanony z Dort używają sformułowania, które można znaleźć w wielu średniowiecznych podręcznikach („wystarczająca dla świata, skuteczna tylko dla wybranych”), kiedy uznają, iż śmierć Chrystusa „ma nieskończoną wartość i cenę, sowicie wystarczającą do zapłaty za grzechy całego świata” (2.3). Dlatego utrzymujemy wobec świata „obietnicę ewangelii . . . dla wszystkich ludzi bez ograniczenia i różnicy . . . „. Chociaż wielu za nią nie podążą,  „nie wynika z wady czy niewystarczalności ofiary Chrystusa na krzyżu, lecz należy to całkowicie przypisać im samym” (2.5-6).

Tutaj ponownie stoimy wobec tajemnicy – dwie bariery powstrzymują nas przed stoczeniem się z urwiska w przepaść spekulacji. Bóg kocha świat i wzywa każdego na świecie do Chrystusa zewnętrznie przez ewangelię, a jednak Bóg kocha wybranych ze zbawczym zamiarem i powołuje ich wewnętrznie przez Ducha Świętego poprzez tę samą ewangelię (J 6,63-64, 10,3-5.11.14-18.25-30; Dz 13,48; Rz 8,28-30; 2 Tm 1,9). Zarówno arminianie, jak i hiper-kalwiniści ignorują ważne fragmenty z Pisma Świętego, rozwiązując tajemnicę na rzecz otwartego zaoferowania ewangelii lub na rzecz wybrania. 

Czy łaska jest dla każdego?

Czy Bóg kocha wszystkich ludzi, czy też może jego dobroć jest tylko płaszczem skrywającym jego gniew – tucząc nieprawych na rzeź, jak utrzymywaliby niektórzy hiper-kalwiniści?

Pismo Święte jest pełne przykładów Bożej opatrznościowej dobroci. Szczególnie wiele znajdziemy w Psalmach: „Dobry jest Pan dla wszystkich, a miłosierdzie jego jest nad wszystkimi jego dziełami . . .  Otwierasz rękę swą i nasycasz do woli wszystko, co żyje” (Ps 145,9.16). Jezus wzywa swoich naśladowców do modlitwy za swoich nieprzyjaciół właśnie z powodu Bożej dobroci: „bo słońce jego wschodzi nad złymi i dobrymi i deszcz pada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mt 5,45). Chrześcijanie powinni naśladować postawę Boga.   

Doktrynę, o której mówimy, zwykło się nazywać „łaską powszechną” w odróżnieniu od „łaski zbawczej”. Niektórzy kwestionowali ten termin (albo nawet samą koncepcję), utrzymując, iż nie ma nic powszechnego w łasce – jest tylko jeden rodzaj łaski, którą jest suwerenna łaska wybrania. Jednak musimy przyznać, że jakiegokolwiek rodzaju dobroć, którą Bóg okazuje po upadku komukolwiek i z jakiejkolwiek przyczyny, musi być uważana za łaskawą. Ponownie stoimy przed dwiema barierami, których nie śmiemy przekroczyć: Bóg działa łaskawie, aby zbawić wybranych, ale też podtrzymuje niewybranych i sprawia, że może im się powodzić w tym doczesnym życiu. Chociaż wybranie jest jedną z najsłodszych pociech dla wierzących, nie wyczerpuje ona tematu Bożego działania wobec świata.

Kiedy jako chrześcijanie uznajemy łaskę powszechną, traktujemy ten świat poważnie wraz z całą jego grzesznością oraz całą jego dobrocią wynikającą z tego, iż jest stworzony i podtrzymywany przez Boga. Widzimy Chrystusa jako pośrednika zbawczej łaski dla wybranych, ale także Bożego powszechnego błogosławieństwa dla świata, który jest przeklęty. Niewierzący mogą więc nawet wzbogacać życie wierzących. Jan Kalwin ostrzega przed fanatyzmem, który zabraniałby chrześcijanom ulegania jakimkolwiek świeckim wpływom, zauważając, iż jeżeli mamy w pogardzie prawdę, dobro i piękno znalezione pomiędzy niewierzącymi, to tym samym wzgardzamy samym Duchem Świętym, który rozdaje te dary swojej łaski powszechnej (Nauki religii chrześcijańskiej 2.2.15).

Czy kalwinizm jest przyzwoleniem na grzech?

Przede wszystkim należy powiedzieć razem z Martynem Lloydem-Jonesem, że jeżeli nigdy nie zostaliśmy oskarżeni o antynomianizm (traktowanie łaski jako przyzwolenia), to prawdopodobnie nigdy nie głosiliśmy poprawnie ewangelii. W końcu Paweł antycypuje to pytanie: „Czy mamy pozostać w grzechu, aby łaska obfitsza była?” Może je przewidzieć, ponieważ jego własne rozumowanie począwszy od Rz 3,9 podtrzymywało, iż „gdzie zaś grzech się rozmnożył, tam łaska bardziej obfitowała” (Rz 5,21). Jednocześnie wydaje się, że niektórzy reformowani chrześcijanie – zwłaszcza ci wyzwoleni z legalistycznych środowisk – wydają się ucinać wywód Pawła na Rzymian 5,21 i dochodzić do wniosku, że „Bóg pragnie przebaczać, ja pragnę grzeszyć – to jest doskonały układ”!   

Różnica pomiędzy byciem oskarżonym o antynomianizm (dosłownie bycie przeciw prawu) a byciem winnym tego zarzutu polega na tym, czy jesteśmy skłonni pójść za Pawłem do szóstego rozdziału. Tam apostoł odpowiada na ten zarzut ogłaszając to, co Bóg zrobił! Na pierwszy rzut oka to wydaje się wspierać antynomian, ponieważ właśnie oni kładą cały nacisk na to co Bóg zrobił i odrzucają, lub przynajmniej umniejszają, znaczenie nakazów. Jednak w rzeczywistości Paweł obwieszcza, że Bóg nie tylko usprawiedliwił nas w Chrystusie, ale i ochrzcił nas w Chrystusa. Jego argument polega w istocie na tym: bycie zjednoczonym z Chrystusem w sposób konieczny pociąga za sobą usprawiedliwienie i odrodzenie, które prowadzą do uświęcenia. Nie mówi, że chrześcijanie nie powinni żyć według grzechu jako głównej zasady ich istnienia, albo nawet że nie wolno im –  to jest wręcz niemożliwe. To że dalej grzeszą jest oczywiste, zwłaszcza w siódmym rozdziale Listu do Rzymian, ale teraz walczą z grzechem.

Ojcowie w Dort odnotowali zarzut, że doktryna reformowana „odwodzi umysły ludzi od wszelkiej pobożności i religii; że jest ona opium podawanym przez ciało i diabła” i nieuchronnie prowadzi do „libertynizmu” i „sprawia, iż ludzie czują się bezpieczni w ciele ponieważ są przekonani przez nią, że nic nie może przeszkodzić zbawieniu wybranych” oraz „pozwala im żyć tak, jak im się podoba” (zakończenie kanonów). Jednak nie poddaliby oni pociechy z usprawiedliwienia przez przypisanie sprawiedliwości Chrystusa, ani z uświęcenia przez przekazanie zmartwychwstałego życia Chrystusa. Znów niektórzy próbują rozwiązać tę tajemnicę: albo twierdząc jak Jan Wesley, że możemy być wolni od wszelkich świadomych grzechów, albo jak antynomianizm utrzymując, że możemy pozostać w stanie duchowej śmierci. Jakkolwiek satysfakcjonujące wydawałoby się ono naszemu rozumowi, takie łatwe rozwiązanie w jedną ze stron ignoruje jasne nauczanie Pisma Świętego i odbiera nam radość z tak pełnego zbawienia.     

Z mgły legalizmu i antynomianizmu wyłaniają się więc dwie bariery: usprawiedliwienie i uświęcenie nie mogą być pomieszane, ale nie mogą być też oddzielone od siebie.

Poza wyżej wymienionymi rzeczami, często oskarża się też teologię reformowaną o bycie „racjonalistyczną” – to jest o bycie systemem zbudowanym bardziej na logice, niż na Piśmie Świętym. Jednak, jak mam nadzieję zaczynamy dostrzegać, prawdziwymi racjonalistami są przedstawiciele skrajnych stanowisk po obu stronach tych dyskusji. Mądrość reformowanych konfesji polega na tym, że nie oddają się one spekulacjom ponad to, co jest objawione w Piśmie oraz nalegają, aby głosić całą prawdę Boża, a nie tylko fragmenty, które zdają się wspierać jednostronne stanowisko. Pytanie nie brzmi dokąd powinna nas zaprowadzić logika, ale gdzie prowadzi nas Pismo Święte. Rozwiązanie tej tajemnicy przez proste i jednostronne wyjaśnienia może wydawać się łatwiejsze, ale takie podejście z pewnością nie jest bardziej bezpieczne. Starajmy się więc czytać całe Pismo razem, uważnie wypatrując tych barier!

________________

Ks. dr Michael Horton jest profesorem teologii systematycznej i apologetyki w Westminster Seminary w Escondido w Kalifornii oraz pastorem w United Reformed Church in North America. Artykuł ukazał się pierwotnie na stronie Ligonier Ministries: https://www.ligonier.org/learn/articles/reformed-theology-vs-hyper-calvinism/. Tekst tłumaczył Filip Sylwestrowicz. Publikujemy za zgodą wydawcy.