Instytut Tolle Lege

Ewangelicyzm jest liberalny?

5 lutego 2018 | Filip Sylwestrowicz

Możliwe, że wielu ewangelikom samo stwierdzenie: „ewangelicyzm jest liberalny”, wydałoby się niezrozumiałe. Słowo „liberalny” kojarzy się nam pewnie bardziej z polityką niż z religią, a przecież wyznanie ewangelickie nie jest jednoznaczne z jakimiś konkretnymi przekonaniami politycznymi. Jednak w pewnych kręgach chrześcijańskich – zwłaszcza we wspólnotach określanych w Polsce jako „ewangeliczne” 1 – słowo „liberalny” używane jest jako zarzut względem innych chrześcijan, którzy w ich rozumieniu odeszli od biblijnej ortodoksji. Obiektem tej krytyki często stają się właśnie kościoły ewangelickie. Czy słusznie? Co w ogóle rozumie się przez liberalizm w chrześcijaństwie? W tym wpisie postaram się udzielić odpowiedzi na powyższe pytania.

Liberalizm w teologii

Czasem trudno określić, co dokładnie ma na myśli chrześcijanin postrzegający siebie jako „konserwatywnego”, kiedy zarzuca komuś innemu „liberalizm”. Różni użytkownicy tego pojęcia mają odmienne poglądy na temat tego, jakie przekonania konstytuują chrześcijaństwo liberalne. Jednak w teologii termin liberalizm ma o wiele bardziej konkretne znaczenie niż w szerszym dyskursie chrześcijańskim. Zanim więc zmierzymy się z wyzwaniami szerszego dyskursu, zatrzymajmy się na chwilę przy znaczeniu tego pojęcia w teologii akademickiej.

Teologia liberalna była ruchem w XVIII i XIX wiecznej myśli protestanckiej, który w pewnym sensie miał charakter wręcz apologetyczny. Zdaniem jego zwolenników chrześcijaństwo w swojej klasycznej postaci było nie do przyjęcia dla człowieka doby nowoczesności. Podejmowali więc oni próbę uratowania chrześcijaństwa, poprzez oddzielenie jego prawdziwej istoty od elementów, w które zdaniem tych teologów człowiek epoki pary i elektryczności nie mógł już wierzyć. Różne szkoły teologii liberalnej uciekały się do innych sposobów, które miały oddzielić sedno wiary chrześcijańskiej od zbędnej otoczki. Mogła być to metoda historyczna Adolfa Harnacka, próby oddzielenia historycznego Jezusa od „Jezusa wiary” lub różne metody krytycznych studiów nad Pismem Świętym. Celem jednak pozostawało ujawnienie istoty chrześcijaństwa, która byłaby do zaakceptowania w dobie nowoczesności. Chrześcijaństwa pozbawionego takich irracjonalnych elementów jak cuda Jezusa, poczęcie z dziewicy i zmartwychwstanie ciała. Skutkiem takiego podejścia do wiary chrześcijańskiej była niestety jej redukcja do moralności. Jak słusznie pisze św. Paweł, bez zmartwychwstania Chrystusa nie ma ewangelii (1 Kor 15,19-20).

Tak rozumiana teologia liberalna dawno już jednak straciła na znaczeniu. W teologii XX wieku została ona poddana dogłębnej krytyce przez teologów kryzysu takich jak Rudolf Bultmann i Karl Barth. Chociaż ich teologia też nie zadowoliłaby konfesyjnych teologów protestanckich (niewątpliwie słusznie), to jednak skutecznie obnażyła naiwność dziewiętnastowiecznego liberalizmu, który usiłował wątpliwymi metodami wybrać z orędzia wczesnego kościoła to, co mu pasowało. Odnoszę wrażenie, że w popularnym dyskursie wśród konfesyjnych protestantów i ewangelikałów nie zawsze rozumie się, iż w teologii protestanckiej dwudziestego wieku następuje zerwanie z dawniejszym liberalizmem. Pewne problemy pozostają podobne (np. dalej podważa się nieomylność Pisma Świętego), jednak są to już nowe projekty teologiczne o odmiennych celach i charakterze od dawnego liberalizmu.

Liberalizm jako postawa wobec wyzwań współczesności

W powszechnym użyciu „liberalizm” nie jest jednak na ogół technicznym odwołaniem się do konkretnego nurtu w teologii. Jest to raczej określenie stosowane przez chrześcijan postrzegających samych siebie jako „konserwatywnych” w odniesieniu do chrześcijan mniej konserwatywnych od nich. Postrzeganie „konserwatyzmu” i „liberalizmu” jest więc niestety bardzo subiektywne – jedni „konserwatywni” chrześcijanie mogą w oczach jeszcze bardziej „konserwatywnych” wierzących uchodzić za „liberałów” (sam uważam się za dość konserwatywnego protestanta, ale podejrzewam, że nietrudno byłoby znaleźć kogoś, kto uznałby mnie za liberalizującego).

Jak to zwykle bywa w potocznym użyciu, nie ma też jednego zestawu kryteriów, według którego można by było określić swoją pozycję na skali od „liberalizmu” do „konserwatyzmu”. W kościołach luterańskich i reformowanych takim kryterium jest często stosunek do ordynacji kobiet, ale na przykład w tradycji metodystycznej i wesleyańskiej nawet konserwatywne środowiska wydaje się być jej przychylne 2. Dla jednych kryterium ortodoksji jest wiara w stworzenie w ciągu sześciu dwudziestoczterogodzinnych dni około sześciu tysięcy lat temu, inni uważają się za „konserwatywnych” chrześcijan wierząc w stworzenie w przeciągu długiego okresu czasu lub nawet w teistyczną ewolucję. W niektórych środowiskach reformowanych wprowadzanie pieśni innych niż psalmy oraz instrumentów muzycznych do nabożeństwa uchodzi za oznakę „liberalizmu”, natomiast wiele kościołów ewangelikalnych postrzega się jako „konserwatywne”, ale ma zespół muzyczny z gitarami elektrycznymi i perkusją. Często sprowadza się też „liberalizm” do kwestii moralnych i społecznych takich jak stosunek do związków jednopłciowych, aborcji, eutanazji oraz rozwodów. Jeżeli definiować w ten sposób „konserwatyzm”, to Kościół Rzymskokatolicki należy do najbardziej konserwatywnych. Ale słyszałem też ewangelikałów oskarżających katolików o liberalizm ze względu na akceptowanie krytycznej biblistyki oraz teorii ewolucji.

Myślę, że możemy powiedzieć, że pomimo niekonsekwencji w użyciu pojęć „konserwatyzm” i „liberalizm”, oznaczają one jednak pewne postawy wobec wyzwań, jakie stoją przed chrześcijaństwem w dzisiejszym świecie. „Liberalizm” w tym sensie jest postawą adaptacji do współczesnego świata za cenę pójścia na kompromis w kwestii istotnych przekonań chrześcijańskich. Trudność polega oczywiście na ustaleniu, które przekonania są istotne i co jest kompromisem. Przed takim wyzwaniem stanęli protestanci w Ameryce w pierwszej połowie XX wieku, kiedy doszło tam do konfliktu pomiędzy „liberałami” a zwolennikami teologicznej ortodoksji. Ważną rolę odegrał w tym konflikcie teolog prezbiteriański John Gresham Machen, dla którego takimi istotnymi i nie podlegającymi negocjacjom doktrynami były takie kwestie jak fizyczne zmartwychwstanie Chrystusa oraz nieomylność Pisma Świętego. Co ciekawe Machen uwzględniał w swoim rozumieniu „liberalizmu” fakt, że ktoś może być niekonsekwentny w swoich poglądach. Są ludzie, którzy nie wierzą w werbalne natchnienie oraz nieomylność Pisma Świętego, ale dalej wyznają jego zasadnicze nauczanie. Takie osoby w oczach Machena nie są „liberałami”, ale szczerymi chrześcijanami, chociaż trwającymi w błędzie co do ważnej doktryny 3.

Odpowiadając na tytułowe pytanie

Nie jest niczym dziwnym, że z perspektywy polskich baptystów oraz zielonoświątkowców ewangelicyzm może się wydawać „liberalny” w potocznym tego słowa rozumieniu. Wspólnoty te charakteryzuje bardzo konserwatywny stosunek do problemów moralnych takich jak aborcja i rozwody oraz silne przekonanie o nieomylności Pisma Świętego. Często można się też w nich spotkać z przekonaniem, że konsekwencją uznania autorytetu Pisma Świętego powinno być przyjęcie konkretnego rodzaju kreacjonizmu. Z tego punktu widzenia ewangelicyzm jawi się jako bardziej progresywny – to znaczy bardziej otwarty na przyjmowanie współczesnej kosmologii, biologii ewolucyjnej, inaczej podchodzący do pewnych kwestii moralnych i społecznych.

Taki uproszczony obraz „liberalnego” ewangelicyzmu i „konserwatywnych” kościołów ewangelicznych nie wytrzymuje jednak konfrontacji z rzeczywistością. Po pierwsze kościoły baptystyczne lub zielonoświątkowe na świecie również bywają „liberalne”. Za granicą istnieją na przykład kościoły baptystyczne, które błogosławią związki jednopłciowe (czego nie robi żaden polski kościół ewangelicki). Głosy za ordynacją kobiet na urząd prezbiterów pojawiają się dziś nie tylko w ewangelicyzmie, ale też w Kościele Zielonoświątkowym. Po drugie istnieją kościoły ewangelickie, które są bezsprzecznie „konserwatywne” – na przykład Kościół Luterański Synodu Missouri w Stanach Zjednoczonych lub Kanadyjskie Kościoły Reformowane (Canadian Reformed Churches) 4, których sam jestem członkiem. Po trzecie wreszcie jeżeli za kryterium „konserwatyzmu” przyjąć na przykład stosunek do aborcji, związków jednopłciowych i ordynacji kobiet, to polski ewangelicyzm jest wciąż stosunkowo „konserwatywny”.

Jeżeli pojęcie „liberalizm” rozumieć w potocznym sensie, to odpowiedź na tytułowe pytanie nie ma większego znaczenia. Zależy ona wyłącznie od punktu widzenia i subiektywnego postrzegania tego, co go konstytuuje. Zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo nawet bardzo konserwatywny kościół byłby „liberalny”. Dużo ważniejszym pytaniem jest, czy my ewangelicy jesteśmy „liberałami” w sensie Machenowskim – to jest, czy poszliśmy na kompromis w kwestii zasadniczych doktryn chrześcijańskich i ewangelii? Jeżeli jacyś ewangelicy by tak zrobili, to właściwie należałoby powiedzieć, że tym samym odrzuciliby samo sedno swojej tradycji i przestaliby być ewangelikami! Smutną prawdą jest, że są na świecie ewangelicy, którzy tak postąpili. Dzięki Bogu jest też jednak wielu ewangelików wiernych ewangelii. Całe szczęście, że ludzie bywają wielce niekonsekwentni w swoich poglądach i nawet w najbardziej progresywnych z kościołów w Ameryce i Europie jest wciąż wielu szczerych chrześcijan.

Wszystkim zainteresowanym głębszą refleksją na temat tego, czym jest „chrześcijaństwo liberalne” oraz w jaki sposób różni się ono od historycznego chrześcijaństwa, gorąco polecam książkę Johna Greshama Machena „Christianity and Liberalism” („Chrześcijaństwo i liberalizm”). Jej polskie tłumaczenie ma się niedługo ukazać staraniem Instytutu Tolle Lege.

__________________

Filip Sylwestrowicz – redaktor blogu Tolle Lege, student teologii w Canadian Reformed Theological Seminary oraz absolwent hebraistyki w ramach MISH na Uniwersytecie Warszawskim.

 

  1. Termin ten wydaje mi się mylący i mało pomocny, o czym pisałem w innym wpisie na tym blogu: http://instytuttollelege.org/ewangeliczny-ewangelicki-czy-ewangelikalny/.
  2. Poprzez konserwatywne środowiska mam na myśli m. in. Asbury Theological Seminary oraz amerykańskie denominacje takie jak Free Methodist Church i Church of Nazarene.
  3. John Gresham Machen, „Christianity and Liberalism”, William B. Eerdmans, Grand Rapids 2009, s. 64.
  4. Kościoły ewangelicko-reformowane tradycji holenderskiej często mają strukturę federacji kościołów (lokalnych zborów), dlatego ich nazwy odnoszą się do kościołów w liczbie mnogiej.