Instytut Tolle Lege

Dziedzictwo Charlesa Finneya

21 lutego 2018 | Michael Horton

Jerry Falwell 1 nazywa go „jednym z moich bohaterów i nie tylko moich, ale i wielu innych ewangelikałów, włączając w to Billy’ego Grahama”. Pamiętam jak przechadzałem się jakiś czas temu po Billy Graham Center i przyglądałem się, jaką czcią darzony jest Finney w tradycji ewangelikalnej. To wrażenie wzmacniają jeszcze wspomnienia z pierwszych zajęć z teologii, które miałem na chrześcijańskiej uczelni, podczas których dzieło Finneya było lekturą obowiązkową. Piosenkarz Keith Green 2 bardzo często cytował tego działacza przebudzeniowego z Nowego Jorku i uważał go za swojego osobistego bohatera. Podobnym szacunkiem cieszy się on w kręgach organizacji Youth With a Mission 3. Finney jest poważany zarówno przez przywódców chrześcijańskiej prawicy, jak i lewicy – przez Jerry’ego Falwella oraz Jima Wallisa 4 (z magazynu „Sojourners”). Chociaż obydwa te ruchy wydają się bardzo różne od siebie, w rzeczywistości jedni i drudzy są spadkobiercami Finneya. Jak żarliwie obwieścił były prezydent Wheaton College 5, „Finney żyje!” i ma wpływ na rozmaite grupy i zjawiska, począwszy od ruchu Vineyard 6, przez ruch wzrostu kościoła 7, krucjaty społeczne, teleewangelistów, aż po Promise-Keepers 8.

Przyczyną tego stanu rzeczy jest moralizatorska wizja kościoła promowana przez Finneya. Zgodnie z nią kościół miał zajmować się raczej propagowaniem reform społecznych i osobistej odnowy moralnej, a nie być instytucją, w której środki łaski – Słowo i Sakrament – są udzielane wierzącym, którzy z kolei niosą ewangelię światu. Począwszy od dziewiętnastego wieku ruch ewangelikalny coraz bardziej kojarzony jest z postulatami politycznymi – zaczynając od zniesienia niewolnictwa oraz prawnego ograniczenia pracy dzieci, a kończąc na prawach kobiet i zakazie sprzedaży alkoholu. Na przełomie wieków, kiedy amerykańscy protestanci zmagali się już z napływem katolickich emigrantów, sekularyzm zaczął ograniczać wpływ protestanckiego establishmentu na instytucje publiczne (uczelnie, szpitale, organizacje charytatywne), które oni sami stworzyli i utrzymywali. W desperackim wysiłku mającym na celu obronienie swojej władzy w tych instytucjach oraz przywrócenie chwały „chrześcijańskiej Ameryce” (jej wizja zawsze rozpalała wyobraźnię, ale po rozkładzie purytańskiej Nowej Anglii stała się raczej mglista), tenże establishment protestancki rozpoczął moralne kampanie, które miały „zamerykanizować” emigrantów oraz wprowadzić przymusową naukę moralności i „kształcenie charakteru”. Ewangeliści przedstawiali wówczas swoją amerykańską ewangelię jako użyteczną dla jednostek oraz całego narodu.

Właśnie z tych względów Finney stał się tak popularny. Jego działalność leżała u szczytu okresu przejściowego z reformacyjnej ortodoksji, której odbiciem było Wielkie Przebudzenie 9 (za czasów Edwardsa i Whitefielda), do arminiańskiego (w istocie nawet pelagiańskiego) ruchu przebudzeniowego, którego obecność widoczna jest od Drugiego Wielkiego Przebudzenia 10 po dziś dzień. Aby zrozumieć wpływ Finneya na współczesny ewangelikalizm, musimy najpierw prześledzić w jaki sposób jego teologia odeszła od teologii reformacyjnej. Właśnie te odstępstwa czynią Finneya ojcem oraz poprzednikiem niektórych z największych problemów współczesnych kościołów ewangelikalnych – ruchu wzrostu kościoła, zielonoświątkowego oraz polityczno-przebudzeniowego.

Kim był Finney?

W reakcji na powszechny wpływ kalwinizmu Wielkiego Przebudzenia, spadkobiercy tego wspaniałego ruchu wywołanego przez Ducha Świętego odwrócili się od Boga i skierowali ku ludziom. Nacisk na zwiastowania obiektywnej treści (Chrystusa ukrzyżowanego) zastąpili naciskiem na skłonienie osoby do „podjęcia decyzji”.

Charles Finney (1792-1875) działał na samym początku tak zwanego „Drugiego Przebudzenia”. Prezbiteriański prawnik doświadczył pewnego dnia „potężnego chrztu Duchem Świętym”, o którym pisał: „jak fala elektryczności przechodził przeze mnie … i wydawał się być niczym fale płynnej miłości”. Następnego ranka poinformował swojego pierwszego klienta: „zostałem wynajęty przez Pana Jezusa, aby bronić jego sprawy i nie mogę już bronić twojej”. Odmówiwszy pójścia do seminarium Uniwersytetu w Princeton (lub jakiegokolwiek innego), Finney rozpoczął działalność przebudzeniową w północnej części stanu Nowy Jork. Jedno z jego najpopularniejszych kazań nosiło tytuł: „Grzesznicy zobowiązani do zmienienia swoich serc.”

Finney poddawał każdą doktrynę jednemu testowi – „czy nadaje się ona do tego, żeby nawracać grzeszników?” Jednym ze skutków jego działalności był podział prezbiterian w Filadelfii i Nowym Jorku na frakcje kalwinistyczną i arminiańską. Jego „nowe metody” obejmowały między innymi „ławkę zaniepokojonych” (poprzednika dzisiejszego wezwania do ołtarza 11), granie na emocjach słuchaczy doprowadzające ich do omdlenia i płaczu oraz inne formy wzbudzania „podniecenia”, jak nazywał to Finney i jego naśladowcy.  Finney stawał się coraz bardziej krytyczny wobec prezbiterianizmu. We wprowadzeniu historycznym do swojej „Teologii systematycznej” krytykuje Westminsterskie Wyznanie Wiary oraz jego autorów, zarzucając im stworzenie „papierowego papieża” oraz „wyniesienie swojej konfesji i katechizmu na podobieństwo tronu papieża, na miejsce należące się Duchowi Świętemu”.

Przykład Finneya pokazuje jak bliski bywa arminiański ruch przebudzeniowy w swoich naturalistycznych skłonnościach mniej wyrafinowanym formom liberalizmu teologicznego. Zarówno ruch przebudzeniowy, jak i liberalizm teologiczny zostały ukształtowane przez Oświecenie, które wyniosło na piedestał ludzki rozum i moralność:

„Fakt, że w dziewiętnastym wieku uważa się dokument napisany przez to zgromadzenie 12 za oficjalną normę w kościele lub nawet w jakiejkolwiek jego inteligentnej części, jest nie tylko zdumiewający, ale muszę powiedzieć, że wręcz śmieszny. Dokument ten jest tak absurdalny w teologii, jak absurdalny byłby w jakiejkolwiek innej dziedzinie wiedzy. Już lepiej byłoby mieć żywego papieża niż martwego.” 13

 Dlaczego teologia Finneya jest taka zła?

Już samo spojrzenie na spis treści „Teologii systematycznej” Finneya pokazuje, że jego cała teologia skupiona była na ludzkiej moralności. Rozdziały od pierwszego do piątego dotyczą moralnego rządzenia, obowiązku oraz jedności działań moralnych, rozdziały szósty i siódmy dotyczą „Całkowitego posłuszeństwa”, a rozdziały od ósmego do czternastego omawiają poszczególne cechy miłości, egoizm oraz ogólnie cnoty i wady moralne. Dopiero w rozdziale dwudziestym pierwszym pojawia się coś, co ma charakter wyraźnie chrześcijański – mianowicie doktryna pojednania. Po niej następuje omówienie odrodzenia, nawrócenia i wiary. Jeden rozdział poświęcony usprawiedliwieniu zostaje uzupełniony o sześć rozdziałów dotyczących uświęcenia. Innymi słowy Finney nie napisał „Teologii systematycznej”, ale raczej zbiór esejów dotyczących etyki.

Nie znaczy to jednak, że w tej książce nie znajdziemy doniosłych stwierdzeń teologicznych. Po pierwsze odpowiadając na pytanie: „czy chrześcijanin przestaje być chrześcijaninem za każdym razem, kiedy popełni grzech?”, Finney pisze:

„Za każdym razem kiedy ktoś zgrzeszy, musi na jakiś czas przestać być świętym. To jest oczywiste. Kiedy ktoś zgrzeszy, musi być potępiony i ponieść karę prawa Bożego … Jeżeli ktoś mówi, że przykazanie jest wciąż wiążące, ale w odniesieniu do chrześcijanina kara została na wieki zniesiona lub unieważniona, odpowiadam, że zniesienie kary jest uchyleniem przykazania. Przykazanie bez kary nie jest już prawem, a tylko radą lub wskazówką. Chrześcijanin jest więc usprawiedliwiony tak długo, jak długo jest posłuszny i musi być potępiony, kiedy przestaje być posłusznym. W przeciwnym razie zwolennicy antynomianizmu mieliby słuszność. … Zatem pod tym względem grzeszący chrześcijanin oraz nienawrócony grzesznik są w dokładnie tej samej sytuacji” (s. 46).

Finney wierzył, że Bóg wymaga absolutnej doskonałości. Jednak nie doprowadziło go to do szukania doskonałej sprawiedliwości w Chrystusie, zamiast tego stwierdził, iż:

„… całkowite posłuszeństwo w obecnej chwili jest warunkiem usprawiedliwienia. Czy zatem człowiek może być usprawiedliwiony, kiedy wciąż ciąży na nim grzech? Z pewnością nie, zarówno w oparciu o zasady prawne, jak i ewangelię. W przeciwnym razie prawo byłoby unieważnione … Czy jednak może być przyjęty i usprawiedliwiony w sensie ewangelicznym, podczas gdy ciąży na nim w jakimkolwiek stopniu grzech? Oczywiście, że nie” (s. 57).

Mając na uwadze Konfesję Westminsterską, Finney uznaje reformacyjną formułę „równocześnie sprawiedliwy i grzesznik” za: „błąd, który zabił, jak się obawiam, więcej dusz niż wszystkie formy uniwersalizmu, jakie kiedykolwiek utrapiły świat”. Jest tak, ponieważ: „kiedykolwiek chrześcijanin zgrzeszy, staje się potępiony i musi się nawrócić oraz wrócić do swoich pierwszych uczynków; inaczej jest zgubiony” (s. 60).

Wrócimy jeszcze do nauczania Finneya o usprawiedliwieniu, ale już teraz musimy zauważyć, że opiera się ono na negacji grzechu pierworodnego. Zgodnie z tą biblijną doktryną, w którą wierzą zarówno rzymscy katolicy, jak i protestanci, wszyscy przychodzimy na ten świat dziedzicząc winę oraz skażoną naturę Adama. Jesteśmy zatem w niewoli naszej grzesznej natury. Jak to ktoś powiedział: „grzeszymy, bo jesteśmy grzesznikami” – grzeszność prowadzi do grzesznych czynów, a nie vice versa. Finney podążał jednak za Pelagiuszem, heretykiem z V wieku, który za zaprzeczanie tej nauce został potępiony przez więcej soborów niż ktokolwiek inny w historii.

Finney wierzył, że ludzie są w stanie wybrać, czy będą z natury upadli, czy też odkupieni. O grzechu pierworodnym pisał, że jest „niebiblijnym i absurdalnym dogmatem” (s. 179) i wyraźnie odrzucał przekonanie, że ludzie posiadają grzeszną naturę (ibid.). Skoro Adam prowadzi nas do grzechu poprzez zły przykład, a nie odziedziczoną winę i zepsucie, logiczną konsekwencją jest pogląd Finneya, że Chrystus – drugi Adam – również zbawia nas dając nam dobry przykład. Dokładnie to znajdziemy w jego wyjaśnieniu doktryny pojednania.

Pierwszą rzeczą jaką należy według Finneya powiedzieć o pojednaniu, jest to, że Chrystus nie mógł umrzeć za niczyje inne grzechy, jak tylko za swoje. Jego posłuszeństwo prawu oraz doskonała sprawiedliwość wystarczają, żeby zbawić jego samego, ale nie mogą być legalnie ofiarowane za innych. Tutaj właśnie dostrzegamy, że cała teologia Finneya skupia się wokół jego pełnego pasji przekonania o potrzebie poprawy moralnej: „Jeżeli był on [Chrystus] posłuszny prawu w naszym zastępstwie, to czemu kładzie się jeszcze nacisk na to, że nasze własne posłuszeństwo jest warunkiem sine qua non naszego zbawienia?” (s. 206). Innymi słowy, dlaczego Bóg miałby żądać, żebyśmy zbawili siebie samych naszym posłuszeństwem, jeżeli dzieło Chrystusa było wystarczające? Czytelnik powinien wspomnieć słowa św. Pawła: „nie odrzucam łaski Bożej; bo jeśli przez zakon jest sprawiedliwość, tedy Chrystus daremnie umarł”. 14 Zdawałoby się, że Finney się zgadza, jednak w przeciwieństwie do św. Pawła uznaje tę przesłankę oraz wniosek za prawdziwe.

Taka konkluzja nie byłaby oczywiście do końca uczciwa, ponieważ zdaniem Finneya śmierć Chrystusa miała pewien cel. Nie była ona co prawda śmiercią za kogoś, ale raczej za sprawę. Innymi słowy umarł on nie za ludzi, ale aby osiągnąć cel, którym było ponowne obwieszczenie Bożego moralnego rządu oraz doprowadzenie nas do życia wiecznego poprzez przykład, tak jak przykład Adama zachęcał nas do grzechu. Dlaczego więc Chrystus umarł? Bóg wiedział, że: „pojednanie da stworzeniu najwyższą możliwą motywację do cnoty. Przykład jest największą możliwą formą wywarcia wpływu moralnego… Jeżeli życzliwość okazana w dziele odkupienia nie przemoże egoizmu grzeszników, to nie ma już dla nich nadziei” (s. 209). Jesteśmy więc nie bezsilnymi grzesznikami, którzy potrzebują zostać wybawieni, ale raczej samolubnymi grzesznikami, którzy potrzebują zobaczyć poruszający przykład bezinteresowności, który skłoni ich do porzucenia swojego egoizmu. Finney nie tylko wierzył, że teoria „wpływu moralnego” jest najważniejszym ze sposobów wyjaśniania krzyża, ale też wprost zaprzeczał pojednaniu zastępczemu, które „… zakłada, iż pojednanie jest dosłownym spłaceniem długu, co, jak zauważyliśmy, jest niezgodne z jego naturą … Pojednanie samo w sobie nie zapewnia zbawienia nikomu” (s. 217).

Przyjrzyjmy się teraz, jak Finney rozumiał odkupienie. Odrzucając kalwinistyczną ortodoksję poprzednich pokoleń prezbiterian i kongregacjonalistów, 15 Finney przekonywał z zapałem, że nowe narodzenie nie jest darem od Boga. Zamiast tego twierdził, że: „odrodzenie polega na tym, że grzesznik zmienia swój ostateczny wybór, zamiar, preferencję, innymi słowy odwraca się od egoizmu ku miłości i życzliwości”, w czym wiedziony jest moralnym wpływem poruszającego przykładu Chrystusa (s. 224). „Grzech pierworodny, wrodzona grzeszność, fizyczne odrodzenie i wszystkie pokrewne im, lub wynikające z nich dogmaty szkodzą ewangelii i są odpychające dla ludzkiej inteligencji” (s. 236).

Nie chcąc mieć nic wspólnego z grzechem pierworodnym, pojednaniem zastępczym i ponadnaturalnym nowym narodzeniem, Finney atakował też „przekonanie decydujące o ostaniu lub upadku kościoła” – usprawiedliwienie wyłącznie z łaski przez wiarę.

Reformatorzy naciskali na podstawie jasnych tekstów biblijnych, że usprawiedliwienie (po grecku oznaczające „ogłoszenie sprawiedliwym”, a nie „uczynienie sprawiedliwym”) ma charakter wyroku prawnego. Innymi słowy podczas gdy Rzym utrzymywał, że usprawiedliwienie jest procesem mającym na celu uczynienie złego człowieka lepszym, reformatorzy twierdzili, że jest ono deklaracją opartą o sprawiedliwość kogoś innego (tj. Chrystusa). Jest to zatem doskonały wyrok odnośnie naszego pojednania z Bogiem, który ogłaszany jest raz na zawsze na początku naszego życia chrześcijańskiego, a nie w jego trakcie lub pod koniec.

Słowami kluczowymi dla ewangelikalnej doktryny są „prawne” oraz „przypisanie” (uznanie czegoś za należne komuś, w odróżnieniu do koncepcji „wlania” sprawiedliwości w czyjąś duszę). Wiedząc o tym Finney stwierdza:

„Niemożliwością i absurdem jest twierdzenie, że grzesznicy mogą być prawnie ogłoszeni sprawiedliwymi … Jak pokażemy, chociaż jest wiele warunków, to jest tylko jedna podstawa dla usprawiedliwienia grzeszników … Tak jak zostało już powiedziane, nie może być mowy o usprawiedliwieniu w sensie prawnym lub sądowym, chyba że w oparciu o powszechne, doskonałe i stałe posłuszeństwo prawu. Oczywiście zaprzeczają temu ci, którzy twierdzą, iż usprawiedliwienie z ewangelii lub usprawiedliwienie pokutujących grzeszników jest ze swojej natury sądowe lub prawne. Trzymają się oni maksymy prawnej, iż co człowiek czyni za pośrednictwem innego człowieka, czyni jakoby sam i wobec tego prawo uznaje posłuszeństwo Chrystusa za nasze na podstawie tego, że był posłuszny w naszym imieniu.”

 Na to Finney odpowiada, że:

 „Doktryna przypisanej sprawiedliwości lub tego, że Chrystusowe posłuszeństwo prawu zostało uznane za nasze, jest oparta na na najbardziej fałszywym i absurdalnym założeniu.” W końcu sprawiedliwość Chrystusa „nie mogła uczynić nic więcej niż usprawiedliwić jego samego. Nie mogła w żadnym razie zostać przypisana nam … Było zatem czymś z natury niemożliwym, żeby mógł on był posłusznym w naszym imieniu.” Owo „przedstawianie pojednania jako podstawy dla usprawiedliwienia grzeszników było niestety przyczyną upadku dla wielu” (ss. 320-322).

Pogląd, że wiara jest jedynym warunkiem usprawiedliwienia jest zdaniem Finneya „antynomianistyczny”. „Powinniśmy dostrzec, że wytrwanie w posłuszeństwie do końca życia również jest warunkiem usprawiedliwienia.” Co więcej, „teraźniejsze uświęcenie, rozumiane jako pełne oddanie Bogu, jest kolejnym warunkiem … usprawiedliwienia. Niektórzy teologowie czynią z usprawiedliwienia warunek dla zaistnienia uświęcenia, zamiast czynić uświęcenie warunkiem dla usprawiedliwienia. Jest to jednak, jak zobaczymy, mylny pogląd w tej materii” (ss. 326-327). Każdy grzech wymaga „świeżego usprawiedliwienia” (s. 331). Odnosząc się do „autorów Westminsterskiego Wyznania Wiary” oraz ich poglądu o przypisaniu sprawiedliwości, Finney zastanawia się: „jeżeli to nie jest antynomianizm, to nie wiem co to jest” (s. 332). Tak rozumiany wyrok sądowy jest nieracjonalny dla Finneya, więc stwierdza: „uważam te dogmaty za fantazje, które bardziej pasują do romansu niż systemu teologicznego” (s. 333). Fragment wywodu poświęcony zgromadzeniu westminsterskiemu podsumowuje następującymi słowami:

„Związek pomiędzy poglądem starej szkoły na usprawiedliwienie oraz ich poglądami na temat zepsucia ludzkiej natury jest oczywisty. Twierdzą oni, jak mogliśmy zobaczyć, że ludzka natura jest grzeszna we wszystkich swoich aspektach oraz częściach. Oczywiście powrót do osobistej, teraźniejszej świętości, rozumianej jako całkowite posłuszeństwo prawu, nie może być w ich opinii warunkiem usprawiedliwienia. Muszą oni mieć usprawiedliwienie, które ma miejsce wtedy, kiedy jesteśmy jeszcze przynajmniej w jakiejś części grzeszni. Potrzebna jest do tego przypisana sprawiedliwość. Intelekt burzy się przeciw usprawiedliwieniu w grzechu, więc wymyśla się plan, który odwraca wzrok prawa i prawodawcy od grzesznika, do tego, który go zastępuje i kto doskonale wypełnił prawo” (s. 339).

Finney nazywa to „inną ewangelią”. Twierdzi też, że raczej realistyczny opis życia chrześcijanina, który przytacza Paweł w siódmym rozdziale Listu do Rzymian, dotyczy życia apostoła przed doświadczeniem „całkowitego uświęcenia”. Finney przerasta nawet Wesley’a w obronie przekonania, że całkowita świętość jest możliwa za życia. John Wesley twierdził wprawdzie, że wierzący może osiągnąć pełną świętość, ale kiedy zrozumiał, iż nawet najświętsi chrześcijanie grzeszą, dostosował swoją teologię do tego empirycznie poznawalnego faktu. Zrobił to mówiąc, że doświadczenie „chrześcijańskiej doskonałości” jest kwestią serca, a nie czynów. Innymi słowy chrześcijanin może być tak wprawiony w miłości, że jest ona wyłączną motywacją jego czynów, ale wciąż popełniać błędy. Finney odrzucał ten pogląd i utrzymywał, że warunkiem usprawiedliwienia jest całkowita doskonałość – to znaczy „zupełne posłuszeństwo Bożemu prawu”. Wierzący nie tylko jest do tego zdolny, ale też kiedy w jakikolwiek sposób zgrzeszy, potrzebne jest nowe usprawiedliwienie.

Jak elokwentnie wskazał teolog z Princeton B.B. Warfield, możemy zaobserwować w historii dwie religie: pogaństwo – któremu daje wyraz pelagianizm – oraz wiarę w ponadnaturalne odkupienie. Biorąc przykład z Warfielda i tych, którzy ostrzegali swoich braci i siostry przed błędami Finneya i jego naśladowców, my również musimy poczynić wysiłek, aby zrozumieć tę niezmiernie heterodoksyjną siłę tworzącą napięcie w amerykańskim protestantyzmie. Biorąc pod uwagę korzenie w ruchu przebudzeniowym Finneya, zdaje się, że ewangelikalizm i liberalny protestantyzm nie różnią się aż tak bardzo. Jego „nowe metody”, podobnie jak dzisiejszy ruch wzrostu kościoła, uczyniły z ludzkich wyborów i uczuć centrum służby kościoła, wyśmiały teologię i zastąpiły głoszenie Chrystusa zwiastowaniem nawrócenia.

Chrześcijańskie krucjaty polityczne i moralne zbudowały swoją wiarę w ludzkość oraz jej zdolność do samo-zbawienia właśnie na naturalistycznym moralizmie Finneya. Brzmiąc całkiem jak deista, Finney ogłaszał: „w religii nie ma nic, co nie mieściłoby się w zwykłych siłach natury. Religia polega w całości na właściwym używaniu naszych naturalnych zdolności. Jest właśnie tym i niczym innym. Kiedy ludzie stają się naprawdę religijni, nie oznacza to, że zostają uzdolnieni do działań, do których nie byli wcześniej zdolni. Raczej używają oni posiadanych wcześniej zdolności w inny sposób i robią to na chwałę Bożą”. Przebudzenie, podobnie jak nowe narodzenie, jest zjawiskiem naturalnym: „przebudzenie nie jest cudem, ani też nie zależy w żadnym sensie od cudu. Jest czysto filozoficznym skutkiem właściwego zastosowania naturalnych środków – zupełnie jak każdy skutek użycia odpowiednich środków”. Wiara, że nowe narodzenie i przebudzenie w sposób konieczny zależą od Bożego działania, jest zgubna. „Żadna doktryna,” twierdzi Finney, „nie jest bardziej niebezpieczna od tej dla dobrostanu kościoła i żadna doktryna nie jest bardziej absurdalna”. 16

Przywódcy ruchu wzrostu kościoła pokazują, jak wiele zawdzięczają Finneyowi, kiedy twierdzą, że teologia przeszkadza we wzroście, a to w co poszczególne kościoły wierzą, jest bez znaczenia. Przywódcy ruchu Vineyard podążają śladami Finneya, kiedy chwalą te para-chrześcijańskie przedsięwzięcie oraz praktykowane w jego ramach szczekanie, warczenie, krzyki, śmiech i inne dziwne zjawiska, uzasadniając to faktem, że to wszystko „działa” i powinniśmy oceniać to patrząc na owoce. Naśladowcą Finneya jest też ojciec amerykańskiego pragmatyzmu William James, który oświadczył, iż prawda musi być oceniana w oparciu o „jej wartość pieniężną widzianą w praktyce”.

Zatem w teologii Finneya Bóg nie jest suwerenny; człowiek nie jest z natury grzesznikiem; pojednanie nie jest prawdziwą zapłatą za grzechy; usprawiedliwienie poprzez przypisanie sprawiedliwości jest obrazą dla rozumu i moralności; nowe narodzenie jest po prostu owocem skutecznych technik, a przebudzenie jest naturalnym skutkiem sprytnej kampanii. W swoim nowym wprowadzeniu do wydania „Teologii systematycznej” Finneya, który wyszło w dwusetną rocznicę pierwszego, Harry Conn chwali jego pragmatyzm: „Wielu sług Pana powinno uporczywie poszukiwać ewangelii, która ‚działa’. Mogę z zadowoleniem powiedzieć, że ja znalazłem ją w tym tomie.” Jak starannie wykazał Whitney R. Cross w „The Burned-Over District: The Social and Intellectual History of Enthusiastic Religion in Western New York, 1800-1850” 17, obszar na którym przebudzenia Finneya zdarzały się najczęściej, był też kolebką dla wielu perfekcjonistycznych sekt, które były plagą ubiegłego wieku. Ewangelia, która „działała” w życiu zapalonego perfekcjonisty przez chwilę, może nazajutrz stworzyć rozczarowanych i wypalonych super-świętych.

Nie trzeba dodawać, że przesłanie Finneya jest radykalnie odmienne od wiary ewangelicznej, podobnie jak zasadniczy kierunek współczesnych ruchów niosących jego znamię: ruchu przebudzeniowego (zwanego dziś „ruchem rozwoju kościoła”), zielonoświątkowego perfekcjonizmu oraz nadmiernej uczuciowości, politycznego triumfalizmu opartego na ideale „chrześcijańskiej Ameryki” oraz antyintelektualnych i antydoktrynalnych tendencji w amerykańskim ewangelikalizmie i fundamentalizmie. To dzięki ruchowi „higher life” („wyższego życia” 18) z późnego XIX oraz wczesnego XX wieku perfekcjonizm Finneya zdominował raczkujący wówczas dyspensacjonalizm. Doszło do tego pod auspicjami Lewisa Sperry’ego Chafera, założyciela Dallas Theological Seminary i autora „He That Is Spritual”. Finney nie ponosi oczywiście całej odpowiedzialności za to wszystko; sam był bardziej produktem, niż twórcą. Jednak jego trwający po dziś dzień wpływ jest bardzo szeroko rozpowszechniony.

Ów działacz przebudzeniowy nie tylko porzucił materialną zasadę reformacji (usprawiedliwienie) 19, stając się tym samym odszczepieńcem ewangelikalnego chrześcijaństwa; odrzucił też takie doktryny jak grzech pierworodny i pojednanie zastępcze, które są wyznawane tak przez rzymskich katolików, jak i przez protestantów. Finney nie jest więc po prostu arminianinem, ale pelagianinem. Nie jest tylko wrogiem ewangelikalnego protestantyzmu, ale historycznego chrześcijaństwa w jego najszerszym rozumieniu.

Nie piszę tego z przyjemnością, tak jakbym chciał radośnie zdemaskować bohatera amerykańskiego ewangelikalizmu. Jednak kiedy straciło się coś wartościowego, zawsze lepiej jest cofnąć się parę kroków i ustalić, kiedy po raz ostatni mieliśmy tę rzecz. To właśnie było moim celem; uczciwe zmierzenie się z poważnym odstępstwem od biblijnego chrześcijaństwa, do którego doszło w wyniku amerykańskiego ruchu przebudzeniowego. Dopóki nie rozpoznamy tej zmiany kursu, będziemy dalej podążali w niewłaściwym i niebezpiecznym kierunku. Co do jednego Finney miał zupełną rację: ewangelia, którą wyznawali teologowie Westminsterscy, których tak bezpośrednio atakował oraz którą wyznaje cała wspólnota ewangelikalna, jest „inną ewangelią” niż ta głoszona przez Finneya. Pytanie brzmi, po stronie której ewangelii się opowiemy?

_______________

Ks. dr Michael Horton jest profesorem teologii systematycznej i apologetyki w Westminster Seminary w Escondido w Kalifornii oraz pastorem w United Reformed Church in North America. Artykuł ukazał się pierwotnie w piśmie Modern Reformation, R. 4, 1995, nr 1 (dostępnym na stronie White Horse Inn: https:/www.whitehorseinn.org/issue/life-under-the-big-top-when-evangelism-undermines-the-evangel/). Tekst tłumaczył Filip Sylwestrowicz. Publikujemy za zgodą wydawcy.

 

  1. Jery Falwell (1933-2007) był pastorem baptystycznym oraz działaczem politycznym związanym z chrześcijańską prawicą, jednym z założycieli organizacji Moral Majority – przyp tłum.
  2. Keith Green (1953-1982) był znanym piosenkarzem chrześcijańskim.
  3. Międzywyznaniowa organizacja misyjna – przyp. tłum.
  4. Jim Wallis jest pisarzem, lewicowym działaczem politycznym oraz ewangelikalnym chrześcijaninem – przyp. tłum.
  5. Prywatna uczelnia wyższa o charakterze ewangelikalnym  – przyp. tłum.
  6. Kościół chrześcijański o charakterze neocharyzmatycznym – przyp. tłum.
  7. Ang. Church growth movement  – niejednorodny ruch w amerykańskim protestantyzmie, którego celem jest działanie na rzecz rozwoju liczebnego kościołów – przyp. tłum.
  8. Organizacja działająca na rzecz zachowywania chrześcijańskiej etyki seksualnej, w tym m. in. promująca wierność małżeńską – przyp. tłum.
  9. Ruch odnowy religijnej w Ameryce w latach trzydziestych i czterdziestych XVIII wieku – przyp. tłum.
  10. Okres odnowy religijnej w Ameryce, która miała miejsce między końcem XVIII wieku a połową XIX wieku – przyp. tłum.
  11. Dawniej na spotkaniach przebudzeniowych była umieszczana specjalna ławka, która zarezerwowana była dla osób zatroskanych o swój stan duchowy i potrzebujących rozmowy oraz modlitwy. Później zastąpiła ją praktyka wzywania do wyjścia na środek (często nazywana „wezwaniem do ołtarza”, ang. altar call), gdzie na chętnych czekają doradcy duchowi – przyp. tłum.
  12. Tj. Westminsterskie Wyznanie Wiary spisane przez Zgromadzenie Westminsterskie – przyp. tłum.
  13. O ile nie jest zaznaczone inaczej, wszystkie cytaty pochodzą z „Teologii systematycznej” Charlesa Finneya. Numery stron podane są za Charles Finney, „Systematic Theology”, Bethany, 1976.
  14. List do Galatów 2,21, Biblia Warszawska.
  15. Prezbiterianie i kongregacjonaliści to wyznania w tradycji reformowanej, które różnią się przede wszystkim przekonaniami na temat właściwej formy zarządzania kościołem – przyp. tłum.
  16. Charles Finney, „Revivals of Religion”, Revell, 1993, ss. 4-5.
  17. Whitney R. Cross, „The Burned-Over District: The Social and Intellectual History of Enthusiastic Religion in Western New York, 1800-1850”, Cornell University Press, 1950.
  18. Ang. „higher life movement”, zwany także „Keswick movement”, to ruch uświęceniowy zapoczątkowany w Anglii w XIX wieku – przyp. tłum.
  19. Teologowie wyróżniają czasem materialna zasadę reformacji, którą jest doktryna usprawiedliwienia tylko przez wiarę oraz formalną zasadę, którą jest doktryna sola Scriptura – przyp. tłum.