Instytut Tolle Lege

Co znaczy semper reformanda oraz czego nie oznacza?

13 grudnia 2017 | Carl Trueman

Istnieje wiele znanych fraz, z którymi każdy by się zgodził. Przychodzi mi na myśl na przykład: „dobrze by było pokonać problem ubóstwa na świecie”. Ciekawe jest naturalnie, że chociaż wielu ludzi zgodziłoby się z tak wyrażonym przekonaniem, to mieliby skrajnie odmienne zdania co do tego, jak osiągnąć ten cel. Niektórzy argumentowaliby na rzecz zmniejszenia regulacji międzynarodowego handlu, inni na rzecz zwiększenia pomocy społecznej, a jeszcze inni szukaliby rozwiązania w edukacji. 

Również kiedy mowa jest o kościele, pewne frazy spotykają się z powszechną akceptacją. Przykładem takiego frazesu powtarzanego szeroko w reformowanych i ewangelickich kręgach jest: „kościół reformowany musi się nieustannie reformować”. Któż może się nie zgodzić z tym przekonaniem? Patrząc powierzchownie, wydaje się, że uchwycona została tu biblijna gorliwość reformacji. Odrzucenie tego stwierdzenia wydawałoby się przejawem samozadowolenia lub wręcz faryzeizmu, oświadczeniem, że status quo jest doskonały. Można by odnieść wrażenie, że zaprzecza się w ten sposób najbardziej podstawowej idei reformacji – kościół zawsze potrzebuje oceniać się w świetle Pisma Świętego, a zatem również starać się zmieniać w taki sposób, aby jego świadectwo było wierniejsze Bożemu objawieniu.

Niestety w rzeczywistości ta fraza to pustosłowie. W ostatniej dekadzie stała się ona okrzykiem bojowym środowisk pozostających pod wpływem tak zwanego „emergent church”. 1 Ich zdaniem oznacza ona, że kościół powinien w sposób ciągły i zasadniczy zmieniać swoją doktrynę, a nawet swoje rozumienie tego, czym jest doktryna i jak powinna funkcjonować. Zatem takie nauki jak usprawiedliwienie oraz bezbłędność Pisma, czy nawet w ogóle koncepcja sola Scriptura, potrzebują być rozważone na nowo w świetle postmodernistycznego sposobu myślenia.   

Można by powiedzieć, że kiedy jest używana w ten sposób, fraza „kościół reformowany musi się nieustannie reformować” jest nie tyle podstawową zasadą metodologiczną, co pryncypium estetycznym. Mam na myśli to, że żyjemy w świecie, gdzie koncepcja ustalonej i niezmiennej prawdy jest niepopularna, a nawet uważa się ją za niebezpieczną i ograniczającą wolność. Zamiast tego ludzie woleliby myśleć, że prawda jest zawsze względna, podlegająca dyskusji i ostatecznie nigdy nie stawia nikomu bezwzględnych żądań. 

Wspomniana fraza wydaje się dziś atrakcyjna, ponieważ zdaje się czynić prawdę przedmiotem nieustannych negocjacji oraz zmian. Kościół utrzymuje, że Jezus jest Bogiem? Cóż, to mogło być prawdą w Chalcedonie w 451 roku, ale dziś potrzebujemy innego paradygmatu, aby Go zrozumieć. Kościół podważa słuszność małżeństw jednopłciowych? Znów, to działało dobrze, gdy dominowała homofobia – ba, ten pogląd pozwalał zachować ten homofobiczny stan rzeczy. Dziś jednak potrzebujemy zreformować nasze rozumienie małżeństwa i płci w świetle potrzeb oraz postulatów współczesnego świata. Panują dziś płynność, zmiana i niepewność. Jeżeli uzupełnimy je frazą „kościół reformowany musi się  nieustannie reformować”, to nadamy tej postmodernistycznej estetyce zdradliwie ortodoksyjne brzmienie.

Prawda jest jednak taka, że ta fraza jest słuszna, o ile rozumie się ją we właściwy sposób – jako odzwierciedlenie podstawowej biblijnej zasady kościoła reformowanego.

Aby dobrze zrozumieć znaczenie tej frazy, potrzebujemy wyjaśnić dwie rzeczy o zasadniczym znaczeniu. Po pierwsze Pismo jest ostatecznym autorytatywnym źródłem nauki i praktyki kościoła. Wszystko, co kościół mówi i czyni, musi być spójne ze Słowem Bożym i jest regulowane przez Słowo Boże. Oznacza to między innymi, że cokolwiek kościół mówi lub czyni na podstawie Pisma, musi zostać bardzo starannie zbadane w świetle Pisma. Zawsze pozostaje tu przestrzeń do doskonalenia się.

Przykładem tego może być to, że w trzecim wieku większość teologów wierzyła w jakąś formę poglądu, który technicznie nazywa się subordynacjonizmem. Innymi słowy sądzili, że Chrystus nie był do końca Bogiem – pełna boskość przysługiwała tylko Ojcu. Potrzeba było czasu oraz poddania tej koncepcji ocenie w świetle Pisma, aby ujawnić błędy i niedoskonałości takiego poglądu. Dzięki temu kościół mógł wyostrzyć swoje formy wyrażania doktryny Boga i wykluczyć niewłaściwe przekonania. Został więc zreformowany – zreformował swoje nauczanie w świetle Pisma.

Reformacja była na wiele sposobów doskonałym przykładem takiego działania. Średniowieczny kościół zachował wiele prawdziwej nauki – doktryna Trójcy Świętej oraz wcielenia są najbardziej oczywistymi przykładami. Jednak jego nauczanie w kwestii łaski, usprawiedliwienia oraz sakramentów (a także wielu innych rzeczy) bardzo daleko odeszło od nauczania Pawła i pozostałych apostołów. Reformatorzy nie porzucili więc wszystkiego, czego kościół uczył w minionych wiekach, aby odbudować go od fundamentów. Zamiast tego, poddali nauczanie kościoła pod osąd Pisma i porzucili te jego elementy, które nie przystawały do Słowa Bożego, wyostrzyli te, w których brakowało biblijnej precyzji i zachowali te, które były wierne Biblii.

Drugą rzeczą jaką musimy zrozumieć, aby pojąć dlaczego kościół „musi się stale reformować”, jest to, że ludzie są omylni. Co więcej, nie tylko omylni, ale i grzeszni. Popełniamy więc błędy nawet wtedy, gdy staramy się zrozumieć i zastosować Słowo Boże. Będąc grzeszni mamy też skłonność do rozumienia i stosowania Pisma opacznie, kiedy sprzyja to naszym samolubnym celom.

Możemy to dostrzec na każdym kroku. Jedni będą próbowali złagodzić biblijne nauczanie o grzechu, aby samemu nie wypaść w jego świetle tak źle. Inni będą próbowali zmienić biblijne rozumienie śmierci Chrystusa jako kary zastępczej, aby tym samym uniknąć jakoś przerażającej prawdy, że Bóg jest rozgniewany z powodu grzechu.

Możemy to odnieść też do naszego własnego otoczenia – był czas, kiedy kościoły reformowane używały Pisma, aby usprawiedliwić rasizm (na przykład w Stanach Zjednoczonych i Południowej Afryce). Wszyscy jesteśmy jako grzesznicy podatni na pokusę, żeby używać Słowa Bożego na niewłaściwe sposoby i potrzebujemy w związku z tym „nieustannie się reformować” w świetle Pisma. Dlatego właśnie kościół musi być stale czujny i realizować w praktyce ducha Berejczyków, studiując Pismo, aby upewnić się, czy naprawdę naucza zgodnie z nim (Dz 17,10-11). To właśnie oznacza „nieustannie się reformujący” – zawsze wracający do Pisma, aby w jego świetle oceniać swoje świadectwo.

Kiedy porównamy te dwa różne sposoby, na jakie używa się tej frazy, trudno nie dostrzec różnicy. W pierwszym przypadku – to jest w ustach zwolenników „emergent church” i postmodernistów – zakłada ona, że prawda jest względna i zależna od kontekstu oraz okoliczności, tak bardzo zmienna i podatna na adaptację, jak sytuacja społeczna w jakiej jest odczytywana. Jeżeli tak jest naprawdę, bardzo trudno jest wskazać, co jest błędem. Prawda jest wszak nieuchwytna – a to co się nią nazywa, nie może być tak nazwane zgodnie z jakimkolwiek tradycyjnym sposobem pojmowania prawdy. Zapewne błędem jest to, co nie sprawdza się w określonych okolicznościach. Kluczem do reformy jest znalezienie czegoś, co będzie działało. To z pewnością wyjaśniałoby, dlaczego ruch „emergent church” zwrócił się w kierunku mistycyzmu i pragmatyzmu.

Jednak używając tej frazy w drugim znaczeniu zakładamy, że – jak pozwolę sobie powiedzieć – „prawda jest gdzieś tam”, to jest mamy do niej dostęp w Piśmie Świętym. Tak, ludzie mogą popełniać błędy ze względu na niedostatki naszych kompetencji intelektualnych i moralnych. Jednak są one błędami właśnie dlatego, że Pismo jest prawdą i ma niezmienne znaczenie, w świetle którego możemy dostrzegać, co jest błędem. Bóg przemówił, Jego Słowo jest prawdą i obowiązkiem kościoła jest dostosować swój język do Bożych słów. Tym jest nieustanna reformacja. Fraza ta oznacza tak naprawdę, że jesteśmy powołani do nieustannego wracania do Pisma jako ostatecznego autorytetu, w oparciu o który możemy budować naszą teologię i praktykę.

________________

Ks. dr Carl R. Trueman – jest profesorem historii kościoła w Westminster Theological Seminary w Filadelfii, autorem licznych publikacji akademickich oraz popularnych i ordynowanym pastorem w Orthodox Presbyterian Church. Artykuł ukazał się w magazynie Tabletalk oraz na stronie Ligonier Ministries: http://www.ligonier.org/learn/articles/what-semper-reformanda-and-isnt/, publikujemy za pozwoleniem. Tłumaczył Filip Sylwestrowicz.

 

  1. Ang. emergent church lub emerging church (dosłownie kościół wyłaniający się, w procesie powstawania) to ruch w ramach chrześcijaństwa, który pojawił się w drugiej połowie ubiegłego wieku i dąży do przełamania tradycyjnych podziałów na „konserwatywnych” i „liberalnych” chrześcijan. Jego zwolennicy starają się zaadaptować chrześcijaństwo do społeczeństwa postmodernistycznego, kładą nacisk na praktyczne przejawy wiary w życiu, dążą do dekonstrukcji tradycyjnych doktryn i form nabożeństwa – przyp. tłum.