Instytut Tolle Lege

Chrześcijaństwo konfesyjne: wczorajsza reformacja dla dzisiejszej reformacji

21 marca 2018 | Chad Van Dixhoorn

Muszę wyznać, że znaczenie słowa „wyznawać” nie zawsze jest jasne. Używamy go, kiedy przyznajemy, że mogliśmy się bardziej postarać, lub kiedy wyznajemy, że zrobiliśmy coś złego. W miejscach gdzie oddanie Chrystusowi jest widziane niechętnie, albo wręcz jest nielegalne, wyznawanie chrześcijaństwa jest równoznaczne z przyznawaniem się do przestępstwa – przynajmniej w oczach naszych przeciwników.

Poprzez chrześcijaństwo wyznające, czy też konfesyjne, mam jednak na myśli coś bardziej konkretnego i pozytywnego. Chodzi mi o wyznawanie w sensie wyznawania wiary. Chciałbym podjąć się obrony chrześcijaństwa, które nie tylko deklaruje wierność Chrystusowi, ale też przyjmuje pewien zbiór prawd, które kochamy i których nauczamy ze względu na Chrystusa. Mówię o czymś na wzór „Chrześcijaństwa opartego o credo” i gdybym miał lepszy dzień, to zapewne w taki sposób zatytułowałbym to rozważanie. A może i nie. Credo jest wszak jednak krótkim wyznaniem wiary chrześcijańskiej, a konfesja dłuższym – chcę zaś przecież powiedzieć, że kościoły potrzebują dziś wyznawać więcej prawd a nie mniej.  

Wielkie creda zostały napisane w pierwszych wiekach istnienia kościoła i są akceptowane przez nieomal wszystkich. Natomiast wielkie konfesje powstały podczas reformacji i, chociaż przyjmuje je mniejsza część chrześcijan, ich zaletą jest to, że obejmują więcej prawd. Ale to co mówię brzmi tak, jakby były tylko dwie możliwości do wyboru! Tak jakby każdy z nas po przeczytaniu tego artykułu musiał zaznaczyć, czy chce mieć credo, czy konfesję. Wszyscy wiemy, że to zbytnie uproszczenie, bo jest jeszcze trzecia możliwość.

Dla wygody nadałem temu trzeciemu rozwiązaniu ekstrawagancką nazwę tylko dla naszego użytku, ufając, iż wybaczycie mi zawodowy żargon – nazywa się ona „dziesięcioma-punktami-na-stronie-internetowej-kościoła”. Domyślam się, że czytelnicy Reformation21 1 wiedzą o czym mówię; to krótka lista podstawowych biblijnych doktryn takich jak wiara w Pismo Święte, kochanie Jezusa i cztery kroki wiodące do zostania chrześcijaninem.

Oczywiście te punkty są niezmiernie ważne! Kościoły, które decydują się używać „dziesięciu-punktów-na-stronie-internetowej-kościoła” (dla wygody nazwijmy je DPNSIK) mają jedną rzecz wspólną z kościołami, które używają cred i konfesji – ich celem jest uczciwość, zwłaszcza w kwestii tego, co uważają za najważniejsze przedmioty wiary. Uczciwość jest motywacją stojącą za prawie każdym wyznaniem wiary. Sekty ukrywają swoje wierzenia tak długo, aż się w nich pogrążysz i nie będziesz mógł już nic z tym zrobić. Uczciwe kościoły robią coś przeciwnego – ogłaszają to, w co wierzą, a nawet (w najlepszych z cred i konfesji) pewne rzeczy, którym zaprzeczają. Możemy powiedzieć nawet więcej – najlepsze podsumowania doktryny służą budowaniu jedności kościoła. Pomagają nam dostrzec poprzez wspólny zbiór priorytetów i nauk, co łączy nas z innymi chrześcijanami. To nie jest jeszcze wszystko. Warto zwrócić uwagę jeszcze na trzeci aspekt – te streszczenia doktryny są zdolne zaprowadzić pokój w kościele, ponieważ ludzie do niego przychodzący będą mogli łatwo zorientować się, czego on naucza i porównać to z Pismem Świętym, które jest jedyną podstawą, na której powinno być budowane chrześcijańskie nauczanie.

Niedawno mój przyjaciel spytał mnie, co bym powiedział, gdybym miał w czasie trzydziestu sekund w windzie wyjaśnić komuś, dlaczego uważam, iż konfesyjne chrześcijaństwo jest ważne. Nie miałem jeszcze okazji, żeby to zrobić, ale powiedziałbym, że konfesyjne chrześcijaństwo: (1) jest uczciwe, (2) buduje jedność kościoła oraz (3) promuje prawdę. Jeżeli mój rozmówca udawałby się aż na dziesiąte piętro, zapewne dodałbym jeszcze czwarty powód: (4) dobra konfesja jest wspaniałym narzędziem do nauczania.

Muszę przyznać gwoli uczciwości, że – jak już sugerowałem – nie uważam wszystkich rodzajów podsumowań doktryny za równie pomocne. Creda mają największe szanse na zjednoczenie ludzi, ponieważ są tak stare i tak szeroko przyjęte, że nieomal każdy chrześcijanin może się pod nimi podpisać. Streszczenia nauczania na stronach internetowych są mniej pomocne dla budowania jedności. Można je porównać do płatków śniegu, każdy jest piękny, ale nie ma dwóch identycznych.

Oczywiście zarówno tradycyjne credo oraz to zawarte na stronie internetowej może być użyte do nauczania i wielu pastorów używa ich, żeby oprzeć na nich doroczną serię kazań na temat wierzeń kościoła. Jednak, chociaż o wiele lepiej jest mieć to, niż nic, nie zapewnią one pokoju w kościele. Chociaż mówią nam, co jest prawdą, to nie mówię zbyt wiele na temat prawdy. Zazwyczaj w sposób precyzyjny wyrażają tylko jedną lub dwie doktryny. Wydaje się, że bardziej kompletne wyznanie wiary będzie pomocne dla zboru i jego przywództwa. Jedną z wartych wspomnienia korzyści płynących z posiadania bardziej obszernego wyznania wiary, jest to, że kościoły szukające pastora będą w stanie powiedzieć kandydatom, w co powinna wierzyć osoba, której szukają. Z drugiej strony pastorzy szukający kościołów, będą mogli łatwiej wskazać czego pragną nauczać.

Powiedziawszy to wszystko, mogę równie dobrze podzielić się z wami tym, co naprawdę myślę. Mogę się mylić – często tak jest – ale wydaje mi się, że ewangelikałowie umyślnie minimalistycznie podchodzili do swojej doktryny, żebyśmy mogli się zjednoczyć w tym, co uważamy za nasze najważniejsze zadania. Nie wiem, czy powinienem to mówić teraz, kiedy wszyscy są tak bardzo przejęci nadchodzącymi wyborami, 2 ale czasem wydaje mi się, że tym czego naprawdę pragniemy, są momenty optymizmu i nadziei w dziedzinie polityki i dlatego nie chcemy być nadmiernie obciążeni bagażem doktrynalnym w kontekście eklezjalnym.

Niestety potrzebujemy więcej niż kilku spisanych pośpiesznie punktów podsumowujących doktrynę, żeby przetrwać sztormy życia. Często to, co jest prawdą na poziomie pojedynczych osób, jest równie prawdziwe dla wspólnoty. Kościół bywa jak morze, które jest miotane wiatrami zmian. Dłuższe creda nie są oczywiście cudownym lekarstwem na wszystkie problemy kościoła, chociażby dlatego, że niektóre z nich są błędne. Mimo to, chociaż każde wyjaśnienie sprowadzające problem do jednej przyczyny jest z natury rzeczy podejrzane, zastanawiam się, czy jednym z problemów kościoła w anglojęzycznym świecie nie jest to, że ma tak mało treści doktrynalnej, żadnej kotwicy mogącej utrzymać go w miejscu tak, żebyśmy mogli przyjrzeć się potężnym tendencjom we współczesnej kulturze, poddać je analizie i znaleźć na nie odpowiedź.

Należy przyznać, że kościelny eksperyment z doktrynalnym minimalizmem trwa nie dłużej niż wiek. Informacje, jakie mamy, nie są kompletne i wyniki mogą się okazać nieco lepsze za parę dekad. Ale wydaje się, że już czas, żeby kościół spróbował teologicznego maksymalizmu. Myślę, że można obronić tezę, iż potrzebujemy konfesyjnego chrześcijaństwa z prawdziwą treścią.

Wczorajsza reformacja dla dzisiejszej reformacji.

Dlatego właśnie nadałem temu krótkiemu rozważaniu ten podtytuł – ponieważ doszedłem do przekonania, że najbardziej użyteczne źródło wskazówek dla naszego życia dziś możemy znaleźć w konfesjach reformacji. Jako historyk i jako chrześcijanin bardzo cenię sobie wiele z tych klasycznych dokumentów, stworzonych podczas reformacji od połowy XVI wieku do połowy XVII wieku (które są dziś wszystkie dostępne po angielsku).

Jednak z jedną z tych konfesji utożsamiam się bardziej, niż z innymi. Westminsterskie Wyznanie Wiary, napisane pod sam koniec reformacji, przedstawia bardzo obszerny wykład wiary, którą możemy posiadać jako chrześcijanie. Zawiera, jakże potrzebne, wprowadzenie w temat trójjedynego Boga i jego dzieła oraz niezwykle głęboki wykład ewangelii Chrystusa, celebrując tę dobrą nowinę, która nie jest zbyt dobra, żeby była prawdziwa.

Chciałbym przy tym zapewnić, że wychwalając te klasyczne wyznanie wiary i komentując je, nie piszę tego jako ktoś nie mający sympatii dla współczesnych dyskusji w teologii. Nie uważam też, że ta konfesja jest doskonała. Niemniej jednak jest bardzo dobra. Jest to bogaty teologicznie tekst, oferujący obfitość biblijnych i doktrynalnych myśli. Jest to tekst, z którego wszyscy ewangelikałowie mogliby wiele skorzystać, gdyby go uważnie studiowali. Prowadzi nas z powrotem do Pisma i do samego Boga. A biorąc pod uwagę niezwykłe okoliczności w jakich powstał, cechuje go też zaskakująca żywotność i adekwatność w naszej obecnej sytuacji kulturowej.

Nie przepraszam za dokument, który napisano w 1646 roku. Uważam, że jego wiek jest bardziej zaletą, niż wadą – dobrze jest studiować teksty, które przypominają nam, że chrześcijaństwa nie wymyślono za prezydentury Busha. Jego zabytkowość dała mu tylko czas, żeby dojrzeć i być docenionym przez miliony chrześcijan na całym świecie, którzy jednoczą się wokół nauczanych w nim doktryn.

Oczywistym jest, że lobbuję na rzecz Westminsterskiego Wyznania Wiary, ale myślę, że to co robię, nie podpada pod Ustawę w sprawie lobbingu 3. Mieszkam niedaleko Waszyngtonu DC, ale nie staram się o to, żeby mój rząd przyjął w imieniu wszystkich konfesję, a tylko o to, żeby więcej chrześcijan rozważyło zrobienie tego z własnej woli.

Powiedziawszy to, uważam jednak, że ten dokument konfesyjny oraz dołączone do niego katechizmy mają coś do powiedzenia osobom zaangażowanym w życie publiczne, włączając to członków rządu. Konfesja zawiera rozdziały wprost mówiące o sprawach publicznych takich jak władza świecka, przysięgi i ślubowania oraz małżeństwo. Omawia takie kwestie jak „wolność chrześcijańska” oraz „relacje pomiędzy kościołem i państwem” – obydwa te zagadnienia są lepiej ujęte w amerykańskiej zrewidowanej wersji, niż w brytyjskim oryginale. Ponadto wiele kwestii teologicznych ma znaczenie dla dobra publicznego.

Jeżeli mogę wybrać brzydki temat, wymieńmy jako przykład zagadnienie grzechu. Żadne dziesięciolinijkowe podsumowanie wiary chrześcijańskiej nie jest kompletne, jeżeli nie wspomina o grzechu jako problemie rozwiązanym przez Jezusa na krzyżu. Podsumowanie zawierające je, jest prawdziwe, we wspaniały sposób prawdziwe. Wina, kara i wstyd spowodowane grzechem, są zmazane dla tych, którzy pokładają zaufanie w świętej osobie i ofierze zastępczej Jezusa Chrystusa. W dniu sądu oskarżyciel nie będzie miał argumentów zdolnych dorównać naszemu obrońcy, ponieważ rany naszego zmartwychwstałego Zbawiciela będą elokwentnie przemawiać za nami. To jest najlepsza część historii, ale to nie jest cała historia. Niestety potrzebne jest pełniejsze podsumowanie, które powie także, że „zepsucie natury podczas trwania życia doczesnego, pozostaje w tych, którzy są odrodzeni”.

Innymi słowy, problem grzechu pozostaje nawet w życiu najbardziej uświęconych osób. To stwierdzenie ma bardzo głębokie konsekwencje. Oznacza ono, że chrześcijanie mają coś wspólnego z nie-chrześcijanami. Wiele nas łączy z innymi ludźmi, z którymi się nie zgadzamy i kiedy widzimy ich upadki oraz głupotę, przypominają nam one o naszych własnych upadkach i głupocie. Trwający w nas grzech oznacza, że jeżeli nasze życie zmierza w lepszą stronę, to jest tak dzięki nieustannemu działaniu Bożej łaski. Nie ma w tym nic, z powodu czego moglibyśmy sobie pogratulować, poklepując się wzajemnie po plecach.

Można by powiedzieć jeszcze o wiele więcej. Mógłbym wymienić doktrynę stworzenia oraz znaczenie bycia stworzonymi na obraz Boga dla mężczyzn i kobiet. Mógłbym zwrócić uwagę na etykę Standardów westminsterskich – chociażby ich refleksje na temat prawdomówności, mowy oraz celowego podbudowywania reputacji innych, zamiast podkopywania jej. Bez wątpienia nauczanie Pisma Świętego w tych kwestiach, tak dobrze podsumowane w konfesji, ma znaczenie dla nas wszystkich – w tym także dla rozmów w Westminsterze lub Waszyngtonie oraz dla sposobu, w jaki prowadzone są kampanie wyborcze.

Myślę, że Westminsterskie Wyznanie Wiary jest najpełniejszą i najlepszą z konfesji. Ale co z tymi krótszymi rozwiązaniami? Często jest tak, że kościoły używają zarówno cred, jak i konfesji i do tego podsumowują swoje najważniejsze nauczanie w kilku punktach zawartych w broszurach i ulotkach. Taka praktyka jest pożyteczna. Creda, konfesje i  DPNSIK nie są wzajemnie się wykluczającymi rozwiązaniami. Niemniej jednak chciałbym zaznaczyć, że nasze kościoły są silniejsze, kiedy uznajemy i nauczamy bardziej treściwych konfesji. Warto powiedzieć, że kościoły konfesyjne zmierzają na ogół w złym kierunku, kiedy pozwalają na to, żeby krótkie podsumowania na stronie internetowej były w praktyce ich jedynymi rzeczywistymi normami.

Doktrynalne „środki oszczędnościowe” zostały nieoficjalnie przyjęte w głównych ewangelikalnych denominacjach około stu lat temu, mniej więcej w tym samym czasie, kiedy miała miejsce Pierwsza wojna światowa. Uszczuplenie doktrynalnej diety kościoła wydawało się nieuniknionym krokiem – miało ono pomóc chrześcijanom zjednoczyć się w walce z upadkiem moralności oraz erozją pokoju. Co ciekawe niektóre z tych kościołów na początku XX wieku miały za sobą dziedzictwo konfesyjnego chrześcijaństwa. Ograniczając treść swojego nauczania, nie pozbyły się one swoich konfesji. Jednak to, co jest istotną treścią wiary, zostało zredukowane do kilku prostych punktów, a konfesje miały znaczenie tylko na papierze.

Abstrahując od priorytetów ewangelikałów z doby Woodrow Wilsona, co jest dyskusją samą w sobie, wydaje się oczywiste, że „walka o sprawiedliwość” nie poszła tak, jak planowano. Wręcz przeciwnie, zacieśnialiśmy nasz doktrynalny pas przez całe dekady, a dzisiejsza Ameryka jest zamieszkana przez ludzi znudzonych Bogiem oraz chrześcijan głodnych prawdy i niezdolnych wskazać co nią jest, a co jest fałszem. Tak bardzo zubożeliśmy teologicznie, że wydaje nam się, iż skoro pochłonęliśmy dziesięć punktów nauczania naszego zboru, to nie zostało już nic, czym moglibyśmy się pożywić.

Wybaczcie mi proszę chwilę osobistej refleksji – to jest właśnie przyczyna, dla której napisałem komentarz do Westminsterskiego Wyznania Wiary. Nie chciałem żebym ja sam lub ktokolwiek inny był tak wychudzony doktrynalnie, żeby stracić apetyt na samego Boga! Ten bogaty tekst konfesyjny wzbudza głód Tego, który jest „najbardziej kochający, łaskawy, miłosierny, cierpliwy, obfitujący w dobro i prawdę, przebaczający nieprawość, występek i grzech, nagradzający tych, którzy usilnie Go szukają”. 4 Kiedy czytałem i pisałem, zdałem sobie sprawę, że sam zdumiewam się „Bogiem, który ma wszelkie życie, chwałę i dobroć”, oraz „błogosławieństwo sam w Sobie i z Siebie” – Jedynym, który „jest w Sobie i dla Siebie samowystarczalny, nie potrzebujący żadnego ze stworzeń, które uczynił”. 5 W wyniku tego zaczęły mnie martwić podsumowania doktryny, które nie pozostawiają nas bez dalszych ambicji, takie podsumowania wiary, które przedstawiają Boga jako zwykły fakt, jeden lub dwa z dziesięciu punktów na liście.

Nie oczekuję, że wszyscy pokochają Westminsterskie Wyznanie Wiary, lub nawet, że będą bardziej lubili długie konfesje niż krótkie. Ja sam jednak lubię historyczne teksty, które oferują pożywną treść do doksologii. W końcu, jak napisał apostoł Paweł w Rzymian 11 i o czym może przypomnieć swoim czytelnikom dobra Konfesja, służmy temu „z którego i przez którego i ku któremu jest wszystko”. 6 Chrześcijanie czczą tego, „w którego oczach wszystkie rzeczy są jawne i przejrzyste”, którego „wiedza jest nieskończona, nieomylna i niezależna” od niczego, co jest stworzone. 7 Dlatego właśnie tak cenię sobie słowa, które zostawiają mnie bez tchu przed obliczem Trójjedynego Boga, który jest „najbardziej święty we wszystkich swoich postanowieniach, dziełach i przykazaniach” – Tego, któremu należy się od aniołów, ludzi i wszystkich innych istot wszelkie uwielbienie, służba i posłuszeństwo, jakiego będzie miał życzenie zażądać”. 8

__________________

Ks. dr Chad Van Dixhoorn – jest profesorem teologii historycznej i historii kościoła w Reformed Theological Seminary oraz pastorem w Orthodox Presbyterian Church, autorem komentarza do Westminsterskiego Wyznania Wiary oraz redaktorem naukowym oksfordzkiego wydania protokołów Zgromadzenia Westminsterskiego. Artykuł ukazał się na stronie Reformation21 należącej do Alliance of Confessing Evangelicals (http://www.reformation21.org/articles/confessing-christianity-yesterdays-reformation-for-todays-reformation.php). Publikujemy za zgodą wydawcy. Tłumaczył Filip Sylwestrowicz.

 

 

  1. Strona, na której pierwotnie ukazał się ten artykuł – przyp. tłum.
  2. Artykuł ukazał się pierwotnie w marcu 2016 przed wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych – przyp. tłum.
  3. Ang. Lobbying Disclosure Act – ustawa uchwalona w 1995 w Stanach Zjednoczonych nakazująca pod groźbą kary pieniężnej ujawnienie i rejestrację działalności wywierających nacisk na rząd – przyp. tłum.
  4. Westminsterskie Wyznanie Wiary 2.1 – przyp. tłum.
  5. Westminsterskie Wyznanie Wiary 2.2 – przyp. tłum.
  6. Zob. Rzymian 11,36 – przyp. tłum.
  7. Zob. Westminsterskie Wyznanie Wiary 2.2 – przyp. tłum.
  8. Zob. Westminsterskie Wyznanie Wiary 2.2 – przyp. tłum.