Instytut Tolle Lege

Boża suwerenność i chwała

18 czerwca 2018 | Derek Thomas

Bóg jest suwerenny w dziełach stworzenia, opatrzności, odkupienia oraz sądu. To przekonanie jest centralne dla wiary chrześcijańskiej, a zwłaszcza dla teologii reformowanej. Bóg jest Królem i Panem wszystkiego. Inaczej mówiąc: nic nie dzieje się, jeżeli Bóg nie chce tego, nie chce tego zanim to się wydarzy i nie chce, aby wydarzyło się to dokładnie w taki sposób, jak ma to miejsce. Jeżeli powie się to w ten sposób, to brzmi to jak jednoznacznie reformowana doktryna. Jednak sednem tego jest nic innego, jak stwierdzenie Nicejskiego symbolu wiary: „wierzymy w jedynego Boga, Ojca wszechmogącego”. Mówiąc, że Bóg jest suwerenny, przypisujemy mu wszechmoc we wszystkich dziedzinach.

Bóg jest suwerenny w dziele stworzenia: „na początku stworzył Bóg niebo i ziemię” (Rdz 1,1). Bez Boga nic nie istniało. Potem stało się coś – materia, przestrzeń, czas, energia. Co więcej, te rzeczy powstały ex nihilio – z niczego. Postanowienie, żeby stworzyć, należało całkowicie do Boga. Wykonanie tego postanowienia również było w całości jego. Nie było żadnej metafizycznej „konieczności”, żeby stworzyć; raczej było to całkowicie wolne działanie Boga.

Bóg jest suwerenny w dziele stworzenia. Tradycyjny teizm utrzymuje, iż Bóg jest wszechmocny, wszechwiedzący i wszechobecny – mający wszelką moc, wiedzę i obecny w każdym miejscu. Każde z tych twierdzeń wyraża jego suwerenność. Jego moc, wiedza i obecność sprawiają, że zawsze osiąga swoje cele, jego plany są zrealizowane oraz że jego nadzór nad wszelkimi wydarzeniami jest (przynajmniej dla Boga) pozbawiony ryzyka.

Boża moc nie jest absolutna w tym sensie, że Bóg może zrobić wszystko (potestas absoluta). Raczej Boża moc sprawia, że może on zrobić wszystko, czego może zgodnie z logiką pragnąć. Nie może on na przykład „zaprzeć się samego siebie” (2 Tm 2,13).

Niektórzy ludzie sprzeciwiają się temu, że Bóg zna wszystkie wydarzenia, zanim jeszcze się wydarzą. Taki pogląd, jak się czasem twierdzi, odbiera ludzkości jej naturalną wolność. Na przykład otwarci teiści lub teiści-wolnej-woli uważają, że przyszłość (a przynajmniej jej szczegóły), jest w pewnym sensie „otwarta”. Nawet Bóg nie wie o wszystkim, co się wydarzy. Może ją przewidywać niczym kosmiczny pokerzysta, ale nie może jej znać na pewno. To wyjaśnia – sugerują otwarci teiści – dlaczego Bóg wydaje się zmieniać zdanie. Bóg zmienia swoje plany na podstawie nowych informacji związanych z niemożliwymi do przewidzenia zdarzeniami (zob. Rdz 6,6-7; 1 Sm 15,11). Reformowana teologia utrzymuje natomiast, że nic nie może się wydarzyć, co byłoby niespodzianką dla Boga. Dla nas pewne rzeczy są szczęściem lub losem, ale dla Boga są częścią jego zrządzenia. „Losem potrząsa się w zanadrzu, lecz jego rozstrzygnięcie zależy od Pana” (Prz 16,33). Wyrażenia mówiące o zmianie zdania przez Boga w Piśmie są dostosowane do nas oraz naszego sposobu wyrażania się, nie są natomiast opisem prawdziwej zmiany w Bożym umyśle.

Bóg jest suwerenny w dziele odkupienia – co wyjaśnia, dlaczego dziękujemy Bogu za nasze zbawienie i modlimy się do niego o zbawienie naszych zgubionych duchowo przyjaciół. Jeżeli zdolność do zbawienia się znajduje się w ludzkiej wolnej woli, jeżeli naprawdę tkwi ona w ludzkiej zdolności do zbawienia się bez pomocy, dlaczego mielibyśmy błagać Boga, by nas „obudził”, „zbawił” lub „odrodził”? To, że konsekwentnie dziękujemy Bogu za zbawienie poszczególnych osób, oznacza (niezależnie od tego, czy to przyznajemy), że wiara w absolutną wolną wolę jest niespójna.

Bóg jest suwerenny w sądzie. Niewiele fragmentów Pisma Świętego oddaje Bożą suwerenność w wybraniu i potępieniu z większą siłą niż Rzymian 9,21: „Albo czy garncarz nie ma władzy nad gliną, żeby z tej samej bryły ulepić jedno naczynie kosztowne, a drugie pospolite?” Z pozoru może się to wydać niesprawiedliwie i arbitralne – tak jakby Bóg bawił się w dziecięcą wyliczankę, obrywając listki lub płatki kwiatu: „Kocha mnie; nie kocha mnie; kocha mnie; nie kocha mnie”. W odpowiedzi na to niektórzy podkreślają, że Bóg ma prawo zrobić cokolwiek zechce i nie do nas należy dopatrywanie się jego winy – obserwacja, którą przewiduje nawet sam Paweł (Rz 9,20). Inni przyjmują pogląd, że jeżeli Bóg miałby dać nam wszystkim to, na co zasługujemy, to bylibyśmy wszyscy potępieni. Wybranie jest zatem łaskawym (a nie tylko suwerennym) dziełem. Oba stwierdzenia są prawdziwe. Jednak cokolwiek powiemy, to nasze zbawienie objawia Bożą chwałę: „Albowiem z niego i przez niego i ku niemu jest wszystko; jemu niech będzie chwała na wieki. Amen” (Rz 11,26).

Ludzka odpowiedzialność 

Jednak przedstawiając Bożą suwerenność, musimy też poruszyć inne kwestie. Pierwszą z nich jest ewangelizacja. Skoro Bóg jest suwerenny we wszystkich sprawach zarządzanych jego opatrznością, czemu służą ludzkie wysiłki w ewangelizacji i misji? Boża wola spełni się, czy będziemy ewangelizowali, czy nie. Nie ważymy się jednak myśleć w taki sposób. Pomijając już to, że Bóg nakazuje nam dzielić się ewangelią – „Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody” (Mt 28,19) – takie rozumowanie ignoruje to, iż Bóg wypełnia swój suwerenny plan przez ludzkie środki i narzędzia. Nigdzie w Biblii nie znajdziemy zachęty do pasywności i obojętności. Paweł nakazuje Filipianom: „z bojaźnią i ze drżeniem zbawienie swoje sprawujcie. Albowiem Bóg to według upodobania sprawia w was i chcenie i wykonanie” (Fil 2,12-13).

Drugą kwestią jest etyka. Jesteśmy odpowiedzialni za nasze czyny i zachowania. Jesteśmy winni, gdy popełnimy występek oraz godni pochwały, kiedy jesteśmy posłuszni.

Po trzecie w odniesieniu do władzy cywilnej pojawia się pytanie o Bożą suwerenność w zrządzaniu władców i zarządców. Bóg ustanowił władzę cywilną jako system dbający o równość, dobro i pokój, aby karała złoczyńców i pochwalała tych, którzy czynią dobrze (Rz 13,3; 1 P 2,14). Jednak to samo jest prawdą o złych rządach i zepsutych reżimach, które naruszają zasady rządzenia – również one znajdują się pod suwerenną władzą wszechmocnego Boga.

Czwartą kwestią jest pochodzenie i przedłużające się istnienie zła – tu doktryna Bożej suwerenności Bożej napotyka największy problem. To, że Bóg dopuszcza istnienie zła, wydaje się poddawać w wątpliwość albo jego wszechmoc, albo dobroć. Niektóre niechrześcijańskie religie próbują rozwiązać ten problem sugerując, że zło jest jedynie pozorne (scjentyzm) lub jest iluzją (hinduizm). Augustyn i wielu średniowiecznych myślicieli uważało, że po części ta tajemnica może być rozwiązana poprzez uznanie zła za zepsucie dobra, sugerując tym samym, że zło nie istnieje samo w sobie. Problem zła jest kwestią ontologii (bytu). Myśl reformowana w tej dziedzinie jest podsumowana w Westminsterskim wyznaniu wiary:

Bóg od wieczności, poprzez najmądrzejszy i najświętszy zamysł swojej woli, w wolny i niezmienny sposób zrządził wszystko, co zaistnieje. Jednak tak, że ani Bóg nie jest autorem grzechu, ani nie jest naruszona wola stworzeń, ani wolność lub możliwość działania nie jest odebrana przyczynom drugiego rzędu, ale przeciwnie – są one raczej ustanowione. (3:1)

Bóg jest „pierwszą przyczyną” wszystkich rzeczy, jednak zło pochodzi od „przyczyn drugiego rzędu”. W słowach Jana Kalwina: „po pierwsze należy zauważyć, że wola Boża jest przyczyną wszystkiego, co ma miejsce na świecie: jednak Bóg nie jest autorem zła”, do czego dodaje: „jedną rzeczą jest bowiem bezpośrednia przyczyna, a drugą odległa przyczyna”.  Innymi słowy, Bóg nie może czynić zła i nie może być o nie obwiniany, chociaż jest ono częścią jego suwerennego zrządzenia.

Bóg jest suwerenny i w swojej suwerenności objawia swoją wspaniałą chwałę. Bez tego nie byłoby naszego istnienia, zbawienia i nadziei. Soli Deo gloria.

__________

Ks. dr Derek Thomas – jest pastorem w First Presbyterian Church w Columbii w Karolinie Południowej oraz profesorem teologii systematycznej i pastoralnej w Reformed Theological Seminary. Artykuł ukazał się pierwotnie w magazynie Tabletalk oraz na stronie Ligonier Ministries: https://www.ligonier.org/learn/articles/gods-sovereignty-and-glory/. Publikujemy za pozwoleniem. Tłumaczył Filip Sylwestrowicz.